Burkina Faso-Wybrzeże Kości Słoniowej – Jacek Rozin

Burkina Faso-Wybrzeże Kości Słoniowej

Jacek Rozin

Termin

20.01 – 21.02.2000

Przelot

KLM Warszawa – Amsterdam – Abidjan (koszt 680 USD w obie strony).

Waluta

Frank zachodnioafrykański CFA. 1 FF = 100 CFA, 1 USD = ok. 600 CFA

Język

Francuski, rzadziej angielski.

Pogoda

Pora sucha, gorąco.

Zdrowie

Obowiązkowe szczepienie przeciwko żółtej febrze. Ze względu na malarię należy zabezpieczyć się moskitierą i lekami.

Przewodnik

“Lonely Planet – West Africa”

Wizy

Do Wybrzeża Kości Słoniowej i Burkiny Faso konieczne są wizy, które można otrzymać za pośrednictwem Ambasady Francji – Warszawa, ul. Piękna 1 lub konsulat w Krakowie, ul. Stolarska 15. Konieczne zaświadczenie o stanie konta, rezerwacja hotelowa, bilet lotniczy, ubezpieczenie, koszt ok. 100 zł.

Ceny paliw

490 CFA – benzyna, 315 CFA – diesel (w Burkinie taniej)

Uczestnicy

4 osoby

20.01.2000

Wylatujemy rano z Warszawy przez Amsterdam do Abidjanu, gdzie lądujemy ok. godziny 19.00. Jedziemy taxi (3000 CFA) do dzielnicy Plateau. W hotelu Sport brakuje miejsc, jedziemy więc do dzielnicy Marcory (2000 CFA), gdzie znajdujemy wreszcie wolne pokoje w hotelu Konankro – 10000 CFA za 2 osoby z klimatyzacją, 7500 CFA z wentylatorem. Drogo tu i duszno, dlatego decydujemy się na leżący 500 metrów dalej, po prawej stronie hotel Pousada, 18 Rue Tiebissou – Marcory. Ceny: 7000 CFA z klimatyzacją, 4000 z wentylatorem, pokoje są z łazienkami.

21.01.2000

Ranek jest pochmurny. Bierzemy taxi (2000 CFA), by dojechać do jedynej w swoim rodzaju pralni pod gołym niebem, która znajduje się na obrzeżach miasta obok Parc du Bonco. W miejscu tym setki ludzi stojących w wodzie pierze tysiące sztuk odzieży, tłukąc nią o głazy lub opony umieszczone na dnie. Jest to jedno z najciekawszych miejsc w Abidjanie, niestety płatne 1500 CFA od osoby za możliwość robienia zdjęć. Po powrocie taxi (1000 CFA) do Plateau jemy obiad w Opera Bar, np. schawarma w bułce – 600 CFA, cola – 300. Znajdującej się tuż obok restauracji Le Paris Maquis nie polecam – drogo i można się struć.

22.01.2000

Jedziemy taxi (15000 CFA) do wioski Tiegba, leżącej na palach wbitych w dno laguny. Na miejscu, by obejrzeć dokładnie domy, wynajmujemy łódź za 3000 CFA.

23.01.2000

Wyjeżdżamy do Bobo Dioulasso w Burkina Faso z dworca Adjame. Znajdujemy firmę, czy raczej ona nas znajduje – Expres du Nord, gdzie bilety kosztują 214000 CFA. Ale nie polecam – autobusy mocno zużyte, po zapłacie właściwie już się nie interesują pasażerami. Dworzec Adjame to właściwie wielkie targowisko, tłoczne, śmierdzące, pełne dołów z wodą, ciężko się tu połapać, gdzie co jest, mnóstwo natarczywych naganiaczy, niebezpiecznie. Przed odjazdem jedziemy jeszcze do Plateau – tu w supermarkecie zaopatrujemy się w wodę – 1,5 l = 350 CFA i pożywiamy się znowu w Opera Bar. Autobus wyrusza w trasę ok. 19.00. Jest bardzo zimno, wręcz lodowato. Przez wielkie szczeliny w karoserii wieje wiatr.

24.01.2000

O 5.00 rano wysiadamy przed granicą z Burkiną we wsi Ouangoloudougu. Stąd jeszcze kilkanaście kilometrów, lecz już nie autobusem, a bush-taxi. Przed wyjazdem następuje scysja z właścicielem auta, który chce od nas pobrać opłatę za bagaż, chociaż już raz płaciliśmy. Krótką walkę, niestety przegrywamy (500 CFA od osoby). Nasz nowy środek transportu ciągle się psuje, aż w końcu stajemy w szczerym polu. Dalej zabiera nas bus Toyota. Na przejściu granicznym spędzamy kilka godzin, a do Bobo docieramy ok. 15.00.

Tu zatrzymujemy się w Hotel Central – pokój 2-osobowy z łazienką i wiatrakiem 6500 CFA.

25.01.2000

Ruszamy na zwiedzanie starej części Bobo (z przewodnikiem 1000 CFA od osoby), a następnie taxi (18000 CFA) jedziemy za miasto nad rzekę (można się tu kąpać, ale uwaga na krokodyle!) i do jednego z miejsc świętych – kanionu ze znajdującym się na dnie bezodpływowym jeziorkiem, w którym żyją ryby-albinosy. Miejscowa ludność znosi im w ofierze kurczaki i kozy. Dookoła pełno piór i wnętrzności, panuje półmrok, niesamowita atmosfera. Przed wejściem należy zdjąć buty.

26.01.2000

Jedziemy do Reserve de la Biosphere de la Mare aux Hipopotames. Wewnątrz rezerwatu znajduje się rozległe jezioro, w którym żyją hipopotamy. Zwiedzanie łodzią – koszt 2000 CFA od osoby. Opuszczając Bobo udajemy się do stolicy – Ouagadougou. Trasę pokonujemy autobusem firmy Rakieta – 4000 CFA od osoby. Jest to bardzo dobra firma – busy są czyste, zadbane, punktualne. W Ouagadougou zatrzymujemy się w Hotel Ideal – pokój z wiatrakiem 4000 CFA. Jemy w restauracji Sindibal – spaghetti 2000 CFA, omlet 2000, piwo 700, schawarma 750. W hotelu Ran jest dostępny basen – 1500 CFA. Stolicę traktujemy jako bazę wypadową do wnętrza kraju. W depozycie hotelowym zostawiamy kupione wyroby rzemiosła, a sami ruszamy do wsi Po, 130 km na południe (dojazd bush-taxi z Gare Routiere 2000 CFA). We wsi Po zatrzymujemy się w Hotel Montoro. Miejsce bardzo dobre, przestronne, czyste pokoje, piwo w barze tylko 500 CFA. Cena za pokój – 4000 CFA. Wynajmujemy auto, by zobaczyć wioski Tiebele i Bongou (15000 CFA za auto). W pierwszej z nich są bardzo ciekawe, kolorowo malowane domy, w drugiej obszerny targ.

29.01.2000

Ruszamy Ładą Niwą do Ranch de Nazinga – rezerwatu zwierząt (koszt 30000 CFA za auto z kierowcą). Baza parku położona jest nad jeziorem. Jest tu bar, punkt obserwacji zwierząt, kilka domków. Objazd parku nieco rozczarowuje – mało zwierząt, choć ładne krajobrazy. Dopiero gdy pieszo ruszamy wzdłuż jeziora, w pobliskich krzakach niespodziewanie natykamy się na grupę słoni – dosłownie na wyciągnięcie ręki. Tylko szybki odwrót ratuje nas przed stratowaniem. Niesamowite wrażenia. Gorąco polecam!

Koszty wstępu do parku od osoby: tax turystyczny – 1000 CFA, wstęp – 8500, tax za robienie zdjęć – 1000. Ceny w barze: piwo – 1000 CFA, ryż z sosem – 1000, coca-cola – 400.

Po powrocie z Po do Ouagadougou ruszamy z kolei na północ do Ouagahiguia (minibus – 2000 CFA). Nocujemy w Hotel Liberte (3000 CFA za pokój dwuosobowy). We wsi znajduje się ciekawy targ, nad którym krążą olbrzymie sępy. Do Ouagadougou wracamy autobusem firmy STNB (2000 CFA – bardzo dobry standard). Ponieważ w Ouagahiguia nie bardzo można było coś zjeść, po powrocie do Hotel Ideal, robimy sobie ucztę za 13000 CFA – pieczone kurczaki, ryż z sosem, frytki, piwo.

01.02.2000

Jedziemy wynajętą taksówką (20000 CFA, około 100 km) do wsi Sabou. Znajduje się tu rezerwat krokodyli – Mare aux Crocodiles Sacre de Sabou. Wstęp za jedną osobę – 1500 CFA, 5 osób – 5000 CFA. Za tą cenę miejscowy przewodnik funduje nam osobliwe przedstawienie. Gdy rzuca uwiązanego na sznurze kurczaka do wody, zewsząd zaczynają nadciągać krokodyle – jest ich sporo. W barze rezerwatu jemy obiad: ryż z sosem – 500 CFA, omlet – 500, spaghetti – 500, piwo – 400. Na kurczaka nikt nie ma ochoty.

Do Ouagadougou wracamy około godziny 16.00, kierowca wysadza nas przy dworcu firmy STNB, gdzie kupujemy bilety na następny dzień do Dori – 3000 CFA.

02.02.2000

Okazuje się, że do Dori jest sporo chętnych. Obsługa wyczytuje z listy nazwiska wybrańców – na szczęście jesteśmy jednymi z pierwszych. Za wsią źoko kończy się asfalt, ale droga nadal jest bardzo dobra. Do Dori przyjeżdżamy około południa. Tu spotykamy Mussę – naganiacza do Hotel Sahel Habergement de Dori – pokoje dwuosobowe 3500 CFA. Najlepsze są te o niskiej numeracji od 1 do 10, łóżka raczej niewygodne, po podłodze biegają skorpiony. Do jedzenia tylko ryż z warzywami i cola. Zaraz po zakwaterowaniu jedziemy autobusem do wsi Bani – 1000 CFA od osoby. Jest to bardzo ciekawe i malownicze miejsce – kilkanaście starych meczetów, rozsianych na okolicznych wzgórzach. Jednak większość osób przyjeżdża w te okolice, by zobaczyć czwartkowy targ w Gorom-Gorom. Należy wcześnie około 6.00 rano złapać autobus – następny jest dopiero o 9.00 (1500 CFA od osoby, firma Sogebaf). Wcześniej miejscowi proponują nam transport za 20000 CFA w jedną stronę, ale dziękujemy. Po obejrzeniu targu pojawia się kłopot z wydostaniem z Gorom-Gorom. Po długich poszukiwaniach nasz młody przyjaciel Mussa znajduje nam człowieka, który zgadza się zabrać nas w bagażniku pick-upa, z kozami, za 15000 CFA. Płacimy tyle, by zdążyć na autobus do Ouagadougou, na który mamy już wykupione bilety. Niestety spóźniamy się kilka minut i autobusu już nie ma! Bilety oddajemy za grosze i czekamy, czekamy, czekamy. Tak czekając postanawiamy coś zjeść. Jest co prawda “punkt żywieniowy”, ale okazuje się niezwykle brudny i pełny much – makabra!!! Ogólnie rzecz biorąc w Dori i Gorom-Gorom trudno o transport. Jeżeli już, to bardzo drogo.

Po powrocie do Ouagadougou wyruszamy nazajutrz do Banfory (firma Rakieta – 4500 CFA). Tu nocujemy w hotelu Fara (pokój dwuosobowy – 6800 CFA, ale czysto i przestronnie), a stołujemy się obok w Djana Cafe: omlet – 700 CFA, duży talerz frytek – 1200, ćwiartka kurczaka – 850, ryż z sosem – 1000, piwo – 500, cola – 250 CFA.

05.02.2000

Rano ruszamy wynajętym autem z kierowcą (18000 CFA) w okolice Banfory, by zobaczyć:
Formacje skalne (wstęp – 1000 CFA od osoby) – coś jak nasze Góry Stołowe
Jezioro Tingrela (wstęp – 250 CFA; rezerwat)
Wodospady (płacimy tylko za parking 300 CFA) – bardzo rozległe, wysokie kaskady
dużo wody, wyżej można się kąpać.

06.02.2000

Jedziemy do miejscowości Gaoua, 200 km od Banfory. W okolicy znajdują się ciekawe wioski plemienia Lobi. Objeżdżamy je wynajętym autem (20000 CFA, bardzo drogo!). Gaoua jest ostatnim miejscem, jakie odwiedziliśmy w Burkina Faso. Łącznie przejechaliśmy tu 3000 km.

07.02.2000

Wracamy znów na Wybrzeże Kości Słoniowej, jadąc wynajętym autem z Banfory do Ferkesedougou (30000 CFA) i stąd jeszcze za 10000 CFA do Korhogo. Na tej trasie, liczącej około 50 km mieliśmy aż 5 kontroli policji! W Korhogo niełatwo jest znaleźć tani hotel – polecane w “Lonely Planet” Hotel du Centre i Hotel le Palmier są nieczynne. Zatrzymujemy się w drogim, lecz bardzo dobrym Motel Agip (pokój 2-osobowy 9000 CFA). Po rozpakowaniu się następuje mała katastrofa – brakuje torby z aparatem fotograficznym – pewnie została w Ferke. Po krótkiej naradzie dwójka wyprawowiczów rusza z powrotem. Wracają około 19.00 i to z torbą.

08.02.2000

Rozglądamy się po Korhogo. Ludzie są tu dużo mniej mili niż w Burkinie, a komunikacja gorsza i droższa. Można tu kupić wiele wyrobów miejscowej sztuki, np. maski, rzeźby. Ceny lepszych wyrobów zaczynają się od 5000 CFA w górę. W dzielnicy sklepów z rzemiosłem można zobaczyć świątynię fetyszy Maison des Fetisheurs. Wraz z nastaniem zmierzchu życie koncentruje się wokół stacji benzynowej ELF. Jest tu sklep spożywczy i bar, ceny niskie, lecz na jedzenie czeka się bardzo długo. W Korhogo są wielkie kłopoty z wymianą walut, także franków francuskich. Udaje nam się wymienić nieco dolarów u przypadkowo spotkanych Francuzów, lecz po nie najlepszym kursie. Banki nie wymieniają, choć jest ich kilka.

09.02.2000

Jedziemy wynajętym autem (30000 CFA, 250 km) do Odjenne. Żaden transport pasażerski nie jeździ tą trasą – droga przeważnie szutrowa, ale bardzo ciekawa widokowo. Niestety, kontemplacje widoków zakłócają częste kontrole policji; dopominają się o papierosy, jedzenie, pieniądze. Kierowca jest zmuszony płacić ciągle jakieś daniny. W Odjenne zatrzymujemy się w Campement Hotel (4000 CFA za pokój 2-osobowy). Obok znajduje się świetna restauracja źankandi – za obiad na 4 osoby z piwem płacimy 11000 CFA. Nigdzie nie można wymienić żadnej waluty. W okolicy Odjenne (38 km) znajduje się bardzo stary meczet Samatiguila, który można odwiedzić wynajmując samochód, aczkolwiek wojsko stojące na rogatkach miasta stara się to mocno utrudnić.

10.02.2000

Z Odjenne ruszamy autobusem (3500 CFA) do miasta Man. Po drodze znów kontrole, ale już milsze. W Man zatrzymujemy się w hotelu CAA (5000 CFA za 2 osoby) – pokoje czyste, z łazienkami. Miasto Man jest bardzo malowniczo położone, wśród wzgórz, z których najwyższe, to turnia skalna Dent de Man. Panuje tu przyjemna atmosfera, można kupić wiele wyrobów miejscowego rzemiosła. Można wybrać się stąd m.in. do wioski Lieplieu, gdzie nad pobliską rzeką przerzucony jest most z lian, do wsi Biankouma, gdzie zachowały się resztki starej zabudowy, do wsi, gdzie rośnie baobab gigant, a przy odrobinie szczęścia można zobaczyć też tradycyjne tańce na szczudłach. Objazd okolicy – targujemy na 15000 CFA. Za wstęp do wiosek płaci się osobno około 1000 CFA. Stołujemy się w Pizzeria Palladio – drogo, ale bardzo smacznie. Man jest kolejnym miejscem, gdzie nie można nigdzie wymienić żadnej waluty – trochę wymieniamy w pizzerii, nieco we włoskim supermarkecie, ale za 1 dolara płacą tylko 550 CFA.

13.02.2000

Z Man ruszamy nad morze do wioski rybackiej Sassandra. Podróż trwa łącznie 14 godzin, 5 razy zmieniamy koło, nad morze docieramy w środku nocy. W Sassandra zatrzymujemy się w hotelu Chez Tantie źou źou. Jest to bardzo dobre miejsce z domkami campingowymi (6000 CFA za domek od strony rzeki lub drożej za pokoje od strony morza). Hotel posiada bardzo dobrą kuchnię, np. ryba w sosie z ryżem – 800 CFA, piwo – 600 CFA. Z wioski można popłynąć w górę rzeki, by zobaczyć hipopotamy, lub popływać łodzią po pobliskiej lagunie wśród lasów mangrowych. Za tą ostatnią przyjemność zapłaciliśmy 6000 CFA za 4 osoby. Nie pojechaliśmy do polecanej w “Lonely Planet” Poly Plage (16 km), bo miejscowi żądali aż 10000 CFA. Najbliższa dobra plaża to Plage la Bivouac, długa na około 600 metrów, ograniczona na końcach potężnymi skałami, pełna palm kokosowych. Przy plaży leży wioska, której mieszkańcy są bardzo mili – częstują nas kokosami prosto z drzewa. Aby tu dojść należy iść drogą z portu na wzgórze nad nim, około 2 km, a następnie skręcić w lewo, obok kościoła. Centrum Sassandry to bardzo żywy i malowniczy port. Na pobliskim targowisku można zaopatrzyć się w żywność lub zjeść coś gotowego, np. porcję ryby, frytek lub szczura, zwanego czule agouti.

17.02.2000

Wyjeżdżamy rano do Abidjanu (2500 CFA, 4 godziny jazdy). Miasto wita nas ulewnym deszczem, który zmienia dworzec autobusowy w jedno wielkie bajoro, z płynącą ulicami wodą. Jesteśmy kompletnie przemoczeni. Błyskawicznie pojawiają się naganiacze do taxi. Mimo, że sam znajduję i tak wyją o jakiś datek, czepiając się klamek. To prawdziwa plaga. W poszukiwaniu noclegu tym razem udajemy się do dzielnicy Treichville. Najpierw odwiedzamy polecany w “Lonely Planet” Hotel Le Succes (4000 CFA, brud i makabra), ale ostatecznie zatrzymujemy się w Hotel Atlanta (nieco droższy, ale dużo lepszy – 5000 CFA). Dzielnica Treichville jest bardzo kolorowa, żywa i raczej bezpieczna. Mimo ostrzeżeń w “Lonely Planet” nikt tu na nas nie napada. Stołujemy się w pobliskiej libańskiej Chawarma Restaurant (kurczak, frytki, piwo, sałatki za 3500 CFA).

18.02.2000

Jedziemy do centrum, do biura KLM, by potwierdzić bilety, a następnie do szpitala z powodu złego stanu zdrowia jednego z uczestników. Poliklinika nosi imię St. Anne-Marie, (PISAM). Robimy test na malarię (9000 CFA), na szczęście negatywny. Dalej jedziemy do portu, by wysłać paczkę drogą morską (adres poczty w porcie, to Centre National de Tri Postal, Vridi). Wysłanie 100 kg kosztuje 15000 CFA.

19.02.2000

Jedziemy z dworca Gare de Bassam do Grand Bassam autobusem firmy UTGB (30 minut jazdy, 400 CFA). Autobusy dojeżdżają tylko do New Bassam, skąd do starej części jest jeszcze około 1,5 km. Jest tu o wiele bardziej gorąco niż w Abidjanie. Po czasach kolonialnych zostało już tylko kilka zrujnowanych domów. By ochłonąć i napić się piwa, można zajrzeć do jednego z licznych barów nad laguną, lecz nie jest tu tanio.

20.02.2000

Pieszo idziemy do Plateau. Rzekomo (według “Lonely Planet”) niebezpieczny most jest bardzo spokojny. Jest niedziela i miasto jest zupełnie puste. Jedyna czynna restauracja to libańska Patisserie Royale (kawa – 500 CFA, herbata – 700, pizza z serem – 1000). Do 12.00 otwarty jest też supermarket (jogurty – 190 CFA, bagietki – 150). Z centrum udajemy się do leżącego po drugiej stronie laguny Hotel Ivory na basen (wstęp 3000 CFA). Wracamy taxi za 575 CFA, gdyż tylko tyle mamy.

21.02.2000

Jedziemy na lotnisko i wylatujemy do kraju.

Posted in |

  • Witaj w świecie globtroterów!

    Drogi internauto, niezależnie czy jesteś uroczą przedstawicielką       piękniejszej połowy świata czy też członkiem tej brzydszej. Wędrując   z  nami, podróżowanie przestanie być dla Ciebie…

    czytaj dalej

  • Jak polscy globtroterzy odkrywali świat?

    Historia „polskiego” poznawania świata zaczyna się całkiem efektownie. Pierwszy – jeżeli można go tak nazwać – polski globtroter był jednym z głównych uczestników…Zobacz stronę

    czytaj dalej

  • Relacje z podróży

Dołącz do nas na Facebook'u