Monika
Witkowska
Afryka
wcale nie taka dzika
Trasa
Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana, Togo, Benin.
Termin
luty 1998 roku.
Ekipa
3 osoby.
Kraje
Afryki Zachodniej to rejon stosunkowo rzadko odwiedzany przez turystów. Nie
ukrywam, że pod wpływem zasłyszanych, zwykle niezbyt zachęcających opinii,
wsiadałam do samolotu z mieszanymi odczuciami. Wróciłam - zafascynowana, z
postanowieniem, że muszę tam jeszcze kiedyś wrócić. Do oglądania jest sporo:
biedne murzyńskie wioski, ale i nowoczesna architektura centrum Abidjanu,
obrzędy animistyczne i ogrom bazyliki w Yamoussoukro sprawiającej wrażenie
watykańskiej bazyliki św. Piotra przeniesionej w busz, poza tym - parki
narodowe, w których żyją słonie, lwy, krokodyle, krajobraz sawanny, forty
wybrzeża Ghany, wioski na palach... O tym, co warto lub nie warto uwzględnić w
programie, mówię w części poświęconej każdemu z krajów. Ale tak naprawdę
najważniejsi i najciekawsi są ludzie. To oni nadają Afryce koloryt, który warto
obserwować - na bazarach, w zatłoczonych bushtaxi, w rytualnych tańcach, w
każdej sytuacji.
Fakt, nie jest to rejon bardzo łatwy w trampingowym podróżowaniu, ale znam trudniejsze i bardziej niebezpieczne (w Ameryce Południowej miałam więcej problemów). Oczywiście wiele zależy od szczęścia, doświadczenia, nastawienia, ale też i od przygotowania do wyjazdu...
Zanim wyjedziemy, czyli co warto
wziąć pod uwagę?
Klimat
Kraje nad Zatoką Gwinejską mają klimat tropikalny. Od października do kwietnia/maja na północy opisywanych krajów panuje pora sucha (jedna w roku). Pozostałe miesiące to okres pory deszczowej.
W rejonach południowych, nadmorskich są dwie pory deszczowe - tzn. pada do kwietnia/maja do czerwca/lipca i od września do października. Oczywiście nie leje przez cały dzień, deszcze są krótkotrwałe, ale intensywne. Temperatura wynosi średnio 21- 32 stopni.
W niektórych rejonach w porze suchej, w okresie grudzień- luty uciążliwy jest wiejący od Sahary harmattan, powodujący znaczne zmniejszenie przejrzystości powietrza i wszechobecny kurz.
Wieczory i noce są ciepłe - nie ma dużych różnic temperatur między dniem i nocą. Najbardziej upalnie jest od marca do kwietnia.
Wizy
Niestety, do wszystkich krajów Afryki Zachodniej obywatele Polski muszą mieć wizy. Jak myśmy sobie poradzili - wyjaśniam przy opisie poszczególnych państw.
Budżet
Z czterech odwiedzonych przez nas państw najdroższe było Wybrzeże Kości Słoniowej, najtańsza - Ghana. Niestety Afryka Zachodnia nie jest wcale tania. Główną pozycję w wydatkach stanowią koszty transportu, zwłaszcza jeśli chce się zobaczyć jak najwięcej, a jest się limitowanym przez czas (w podtekście - trzeba wynająć taksówkę). Przeciętnie, przy standardzie turystycznym trzeba liczyć się z wydawaniem ok. 20 USD na dzień.
Przewodniki
Wybór jest bardzo skromny. Korzystaliśmy z "West Africa" serii "Lonely Planet" (ostatnie wydanie, z 1997 r. i uzupełnieniami z 1997) oraz z raczej słabego "Backpacker`s Africa" wydawnictwa "Bradt". Lepiej nie liczyć na kupno "pomocy" na miejscu, choć w niektórych muzeach lub ekskluzywnych hotelach czasem można znaleźć ciekawe broszurki dotyczące lokalnych atrakcji. Przewodników z praktycznymi informacjami, typu Lonely Planet, na miejscu nie widziałam.
W jakim składzie?
Przez większą część opisywanej wyprawy podróżowaliśmy w trójkę, choć były też odcinki, które każdy z nas pokonywał samodzielnie. Jak wszędzie, tak i w Afryce Zachodniej, podróżowanie w pojedynkę to niezależność, możliwość łatwiejszego "wtopienia się" w tłum, a przez to okazja do lepszego, bardziej bezpośredniego kontaktu z tubylcami. Z kolei w grupie zawsze raźniej, bezpieczniej i taniej, można bowiem dzielić koszty wynajęcia pokoju, taksówki czy korzystania z usług przewodnika.
Bezpieczeństwo, czyli - co nam
grozi?
Napady, rabunki - ostrzega się białych przed spacerowaniem późnym wieczorem po ulicach dużych miast, przed przesiadywaniem (i spaniem) nocą na plaży etc. Najgorszą sławę ma Abidjan uważany, obok Lagos, za najbardziej niebezpieczne miasto Zachodniej Afryki. Mimo, że zwiedzałam Abidjan samotnie, docierając m.in. do slumsów, wrażenia mam jak najbardziej sympatyczne (co prawda uwagę miałam wybitnie wyostrzoną, miałam "obstawę" miejscowego i nie przechodziłam na piechotę okrytych złą sławą mostów...).
W innych miejscowościach jest dużo spokojniej, choć jak wszędzie - lepiej nie kusić losu, nie obwieszać się aparatami fotograficznymi, zrezygnować z biżuterii i nie nosić na wierzchu portfela.
Na Wybrzeżu Kości Słoniowej zdarzają się ponoć napady rabunkowe na samochody i autobusy (np. w formie wymuszonych zatrzymań), w związku z czym nawet polski MSZ ostrzega przed ryzykiem nocnego podróżowania. Co do nas - jeździliśmy nocami całkiem sporo, na szczęście bez złych doświadczeń.
Wypadki drogowe - w Afryce jeździ się ostro, szybko, a jakość zarówno dróg, jak i samochodów zostawia wiele do życzenia. Nic więc dziwnego, że wypadków jest sporo (potwierdzamy).
Choroby tropikalne - malaria, ameba i wiele innych (dobrze, że rozdział przewodnika dotyczący chorób przeczytałam dopiero w drodze powrotnej, bo może nie zdecydowałabym się na wyjazd?!); o zdrowiu c.d. poniżej.
Konieczne jest szczepienie przeciwko żółtej febrze odnotowane w "Żółtej
książeczce" (szczegóły wyjaśni warszawski Sanepid - ul. Żelazna 79, tel. (22)
6209001 wew. 121). Jest to dokument sprawdzany na granicach wszystkich państw
Zachodniej Afryki.
Mimo, że niektóre przewodniki podają konieczność
szczepienia przeciwko cholerze nikt tego w praktyce już się nie domaga (zresztą
ze względu na znikomą skuteczność tego szczepienia nie jest ono zwykle
wykonywane).
Trzeba uważać na wodę pitną. Praktycznie wszędzie można
kupić butelkowaną. Kupowana przez miejscowych woda w torebkach plastikowych nie
wzbudzała naszego zaufania, choć kilka razy ją piłam - po dodaniu środka
odkażającego, jakim były krople kupione w jednym ze sklepów podróżniczych w
Amsterdamie.
Koniecznie trzeba brać tabletki antymalaryczne - komary
są, i jak nas ostrzegali polscy misjonarze - nawet w porze suchej nie ma z nimi
żartów. Wiele hoteli posiada moskitiery, ale na wszelki wypadek lepiej jest
mieć własną.
O tym, że malarii lepiej nie lekceważyć, przekonaliśmy się na własnej skórze. Podczas wcześniejszych podróży każde z nas zwykle stosowało zalecaną profilaktykę, tym razem jednak zrezygnowaliśmy z leków antymalarycznych uznając, iż więcej z nich szkody niż pożytku (niszczenie wątroby i inne skutki uboczne). Wydawało nam się, że gdy w Afryce jest pora sucha, komarów nie będzie. Komary oczywiście były, ale optymistycznie założyliśmy, że to "nie te". Epilog był przykry - jeden z kolegów trafił do szpitala już pierwszego dnia po powrocie do Polski. Rozpoznanie: malaria, i to jedna z bardziej niebezpiecznych jej odmian...
Na miejscu, czyli informacje
praktyczne
Czas
Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana, Togo: - 1 h różnicy w stosunku do Polski (u nas 12- ta, tam 11- ta); Benin: czas taki sam jak w Polsce
Informacje turystyczne
W niektórych miastach teoretycznie są, ale na materiały, bezpłatne mapy i foldery lepiej nie liczyć;
Elektryczność
W Togo, Beninie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej pasują "nasze" wtyczki; w Ghanie zazwyczaj są gniazdka typu "brytyjskiego" (z 3- ma bolcami).
Język
W Ghanie językiem urzędowym jest angielski. Wybrzeże Kości Słoniowej, Togo i Benin to kraje francuskojęzyczne, angielski znają tylko nieliczni. Jeśli nie czujemy się mocni lingwistycznie, warto nauczyć się przynajmniej liczebników (lub przygotować sobie ściągę).
Oczywiście we wszystkich tych krajach mówi się też lokalnymi językami - np. na Wybrzeżu Kości Słoniowej popularny jest Yacouba czy Dioula, w Ghanie Twi lub Ga, w Togo Ewe lub Kabye, a w Beninie np. Yoruba czy Fon.
Waluta
Na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Togo i w Beninie jednostką monetarną są franki CFA ("Communaute Financiere Africane"), podzielone na 100 centymów. W lutym`98 kursy ich wynosiły:
1 USD = 560- 600 CFA (w zależności, w jakim banku wymieniany lub u jakiego cinkciarza)
W Ghanie obowiązują cedi. 1 USD = 2340 cedi.
Fotografowanie
Nie łatwo jest w Afryce robić zdjęcia. W środku dnia jest parno i powietrze jest zamglone, zaś w porze suchej przejrzystość ogranicza wiejący od Sahary harmattan. Poza tym normalne jest, że słońce świeci zwykle ze strony nam nie sprzyjającej, obiekt stoi w cieniu etc.
W przypadku zdjęć miejscowych ludzi albo spotkamy się z niechęcią i odmową, albo owszem - chętnie pozują, ale za drobną opłatą. Są też obiekty, których z założenia lepiej nie fotografować, o ile nie chcemy mieć kłopotów z mundurowymi. Do miejsc tych należą m.in. Pałac Prezydencki w Lome (Togo), Plac Niepodległości oraz więzienie w James Fort w Accrze (Ghana), zapora w Akosombo (Ghana), obiekty wojskowe (wszędzie).
Religia
Większość Afrykanów to animiści, choć bywa, że równocześnie deklarują się jako wyznawcy rozmaitych religii. Na południu dominują zwykle chrześcijanie (rzymskokatolicy, ale także metodyści, ewangelicy, baptyści), zaś na północy - muzułmanie.
Miejscowe zwyczaje
Czas "afrykański"
Nikt nie śpieszy, wszystko jest bezstresowo. Wyjazd autobusu z 3 godzinnym opóźnieniem mieści się w granicach normy...
Nic za darmo
W rozumieniu miejscowych "biały" to synonim bogacza, nie szczędzi się więc wysiłków, aby tego nie wykorzystać. Pieniędzy oczekuje się za wszystko: za pomoc w złapaniu taksówki, za podprowadzenie w miejsce, którego szukamy, za zrobienie zdjęcia, a zresztą - czy musi być powód? W krajach francuskojęzycznych jedno z najpopularniejszych słów jakie słyszy przybysz to: "cadeau", czyli "prezent" (najlepiej gotówka).
Co krok fiesta!
Mieszkańcy Afryki lubią się bawić. Każda okazja ku temu jest dobra - a chyba najlepsza to pogrzeb. Tańce, walenie w bębny, maski, czary szamanów - to doskonała okazja do wczuwania się w atmosferę Afryki.
Syczenie
Zamiast wołania na kogoś, gwizdania etc. praktykowane jest... syczenie.
Przerwa w ciągu dnia
Większość biur, banków i urzędów w środku dnia - od około 12- tej do 14.30 ma przerwę.
Ubiór
Coraz częściej wśród miejscowych dominują kolorowe T- shirty z amerykańskimi napisami, ale jeśli ktoś chce być elegancki, jednak ubiera się według kanonów afrykańskich. Kobiety preferują pstrokate suknie z bufiastymi rękawami + zamotany na głowie pas materiału, panowie - albo luźną niby- togę zw. boubou, albo coś a`la kolorowa pidżama. Na wsiach powszechna jest wersja topless.
Jeśli chcemy być typowymi turystami, możemy ubierać się dowolnie. Jeśli jednak zależy nam na kontakcie z miejscowymi, po co się wyróżniać? Dostosujmy się do zaleceń przewodnika Lonely Planet, który odradza obu płciom krótkie spodenki. Czyli panowie - wskazane długie spodnie, panie - najlepiej długie spódnice.
Na marginesie - w ramach upodobniania się do tubylców w jednej z wiosek (w Togoville w Togo) ja także musiałam występować topless - było to warunkiem audiencji u szamana. Oczywiście moja budowa anatomiczna nikogo nie interesowała, większą uwagę wzbudzał mój kolor skóry.
Jedzenie, napoje
Miejscowi jedzą przy każdej nadarzającej się okazji. Nawet dalekobieżne autobusy co chwila zatrzymują się, aby pasażerowie mogli kupić jaja na twardo, zawinięty w liść bananowca farsz, frytki z bulwy yam..
Kulinarne specjały krajów nad Zatoką Gwinejską nie każdemu smakują, głównie dlatego, że są niesamowicie ostre. Jeśli ktoś ma dosyć kuskusu, manioku, fufu, zupy nkatenkwan czy banku, prawie w każdej knajpie może zamówić pewny w smaku ryż z kurczakiem, omlet czy spaghetti.
Napoje - Wodę z kranów odradzam (ryzyko ameby i innych przykrych chorób). Najlepiej korzystać z wody firmowo butelkowanej, dostępnej w każdym miasteczku (za 1,5 l 400- 450 CFA lub 1400- 1500 cedi). Wszędzie można kupić też colę, fantę czy sprite'a. Dobre są też miejscowe "wynalazki", zwłaszcza - na W. Kości Słoniowej "Youki soda", zw. też "Cafe soda" czy "Coctail de fruit". Odradzam natomiast w Togo napój "Pom- pom" - wyjątkowe paskudztwo. Nie mam też dobrego zdania o winie palmowym, ale warto spróbować dla ciekawości.
Każdy kraj to inne, doskonałe piwa. Najlepsze z nich, wg mnie, to "Flag" na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W Ghanie "ABC" i "Star" były na mój gust trochę za gorzkie.
Supermarkety - W każdym z opisywanych krajów w dużych miastach można je znaleźć i zaopatrzyć się w tak luksusowe dobra jak czekolada, jogurt, mleczko bananowe, snickersy (z napisami na opakowaniu... po polsku!)
Transport
Samoloty - nie korzystaliśmy z wewnętrznych połączeń, choć takie są.
Pociągi - sieć linii kolejowych w Afryce Zachodniej nie jest zbyt gęsta. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej można z Abidjanu pojechać na północ, ale tylko w niektóre dni tygodnia. W Ghanie kolej łączy trójkąt: Kumasi - Accra - Takoradi. W Togo są dwie trasy - z Lome do Kpalime i do Blitta, zaś w Beninie - jedna linia - z Cotonou do Parakou . Pociągi są tanie, ale wolne. My korzystaliśmy z kolei tylko w Ghanie. Początkowo planowaliśmy podróż nocną z Accry do Kumasi, ale odwiódł nas od tego zamiaru sam kierownik stacji, tłumacząc, że I klasy w składzie nie ma, a podróż w II- giej, w tłumie - to niezbyt dobry pomysł. W rezultacie pojechaliśmy do Kumasi autobusem (dużo szybciej), za to z Kumasi do Takoradi uparcie postawiliśmy na pociąg. Tym razem klasa I była, jak się okazało - bardzo luksusowa (4 miejsca w przedziale i nawet wiatraczek działał!). Całkiem wygodna całonocna podróż kosztowała w przeliczeniu ok. 3 USD od osoby. Do celu pociąg przyjechał tylko z 2 godzinnym opóźnieniem.
Autobusy - W Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej to dość popularny środek transportu, zwłaszcza na dłuższych trasach, w Beninie i Togo - właściwie nie praktykowany. Teoretycznie autobusy mają określone rozkłady, w praktyce - opóźnienia po kilka godzin są traktowane jako zupełnie naturalne. Pasażerowie mają ściśle określone miejsca, co nie ma nic wspólnego z wygodą - siedzenia są zwykle nierozkładane, a każda wolna przestrzeń jest zawalona pudłami, workami, czym się da.
Mikrobusy (w Ghanie tzw. tro- tro) - podstawowy środek transportu. Jeżdżą na określonych trasach (nawet bardzo długich), przy czym nie mają stałego rozkładu jazdy, a ruszają, gdy zbiorą komplet pasażerów. Oznacza to oczekiwanie na odjazd od kilku minut do kilku godzin. Stan techniczny mikrobusów i ich opon może budzić wiele zastrzeżeń, zaś pasażerów jest zwykle więcej niż miejsc. Ceny za przejazd są z góry ustalone, choć zdarza się, że w jednym mikrobusie jest taniej, w innym - drożej. Zwykle płaci się też za bagaż (ile - zależy od umiejętności wykłócenia się). W skrajnych wypadkach za bagaż pakowany na dach mogą od nas żądać więcej niż za miejsce pasażerskie.
Zbiorowa taksówka - tzw. bush taxi - zminiaturyzowana wersja tego, o czym mowa wyżej, czyli napakowany do granic możliwości samochód osobowy, ew. combi (zazwyczaj wysłużony, 7 miejscowy Peugeot 504). Są droższe od autobusów, ale jest ich dużo, są szybkie i jeżdżą przez całą dobę. Popularne głównie na Wybrzeżu Kości Słoniowej.
Taksówki - jeśli chcemy dotrzeć w miejsce, do którego autobusy czy bush- taxi nie docierają (albo docierają rzadko) - czasem zostaje tylko taxi. Środek lokomocji polecany, zwłaszcza gdy jest nas kilka osób i możemy dzielić koszty przejazdu.
Poza Abidjanem nie widziałam w taksówkach liczników. Warto z góry ustalać cenę przejazdu i ewentualnie czekania. Koniecznie należy się targować - ceny wyjściowej nigdy nie można traktować jako ostateczną.
Motocykle - bardzo popularne na południu Togo i w Beninie, gdzie nazywa się je zemi- johns. Spełniają rolę jednoosobowych taksówek. Świetny środek lokomocji w dużych miastach, zwłaszcza na zatłoczonych ulicach Cotonou, gdzie trudno jest przejechać samochodem, a ubrani w żółte koszule kierowcy motorów zawiozą nas wszędzie, szybko i tanio. Przeciętny, krótki dystans kosztuje 100 CFA.
Autostop - nie jest to sposób przemieszczania się w Afryce Zachodniej powszechnie praktykowany, choćby ze względu na tanie, prawie wszędzie kursujące bush- taxi, mikrobusy, tro- troty itp. Ale że jeździć "stopem" się da, sprawdziłam w Ghanie. Nie czekałam prawie wcale, choć znaczenie zapewne miało, że byłam sama i miałam ze sobą tylko mały plecak. Wtedy właśnie po raz pierwszy (i ostatni) zdarzyło mi się w Afryce jechać samochodem z klimatyzacją.
Co zabrać?
Przydają się:
ubranie - przewiewne, najlepiej bawełniane, z
cienkiego, szybko schnącego materiału (ze względu na wilgotność może być
problem z suszeniem);
ISIC (Międzynarodowa Legitymacja Studencka) - dzięki
niej w Ghanie można uzyskać sporo zniżek przy wstępach do muzeów;
latarka - w wielu wioskach nie ma elektryczności. Poza
tym nawet w stolicach, np. w Lome czy w Akrze, na porządku dziennym jest
wyłączanie światła;
worek plastikowy na plecak - bagażniki autobusów i
taksówek do czystych nie należą;
chusteczki jednorazowe - nawilżane (np. Nivea) - doskonałe,
gdy podczas jazdy lokalnymi drogami naszą twarz pokrywa "maseczka" z kurzu;
grzałka (gotowana woda zawsze może się przydać);
w ramach sprzętu fotograficznego - filtry (UV,
polaryzacyjny), zapas baterii (jeśli używamy 3 lub 6 V - mogą być problemy z
ich kupnem), akcesoria do czyszczenia aparatu (kurz jest wszechobecny);
drobne upominki, zwłaszcza z myślą o dzieciakach
(cukierki, długopisy, pocztówki, naklejki, wszelkie reklamówki etc.);
prześcieradło (na typowy śpiwór jest raczej za ciepło);
kalkulator - do negocjowania cen, zwłaszcza gdy mamy
problemy z porozumiewaniem się;
A teraz - informacje praktyczne o poszczególnych krajach:
Wybrzeże Kości
Słoniowej (Republique de Cote d`Ivoire)
Nasza trasa na Wybrzeżu Kości
Słoniowej
Abidjan - Grand Bassam - Abidjan - Man - Danane - Man - Yamoussoukro - Korhogo - Kong - Ganse Kakpin - Comoe National Park - Katiola - Bouake - Abidjan - Elubo.
Informacje o
kraju
Powierzchnia
323 tys. km2 (nieco więcej niż Polska).
Ludność
Ok. 13,8 mln mieszkańców.
Religie
Animiści 60%, muzułmanie 25%, chrześcijanie 15%.
Stolica
Formalnie - Yamoussoukkro (pałac prezydencki), praktycznie - Abidjan (siedziba rządu i ambasady).
Ambasada polska w
Abidjanie
B.P. 308, Abidjan 04; tel. (0 0225) 441225, 441067.
Język urzędowy
Francuski.
Waluta
Frank CFA 1 USD = 560- 580 CFA.
Wymiana pieniędzy
Najlepszy kurs jest w Citibanku, ale tym, którzy nie mają konta w tym banku, nalicza się niekorzystną prowizję (6000 CFA). W bankach, gdzie prowizja jest niższa, jest też niższy kurs.
Wiza
W Polsce wizę na Wybrzeże Kości Słoniowej można załatwić w ciągu jednego dnia za pośrednictwem Ambasady Francji w Warszawie, ul. Piękna 1, tel. (22)628 84 01. Potrzebne: 1 wypełniony formularz, 1 zdjęcie, wyciąg z konta (ok. 50 USD na dzień pobytu), ubezpieczenie na czas pobytu, rezerwacja przelotów, potwierdzenie rezerwacji noclegów (czyli trzeba wysłać odpowiednie faksy do wybranych hoteli na Wybrzeżu Kości Słoniowej; namiary - np. w przewodniku Lonely Planet). Koszt wizy: 95 zł.
Sugestie odnośnie
do programu
Abidjan
Miasto zupełnie inne niż stolice pozostałych odwiedzonych przez nas państw. Ciekawostki to:
Le Plateau - reprezentacyjna dzielnica, centrum biznesowe z nowoczesnymi
wieżowcami;
Katedra św. Pawła - dość kontrowersyjna bryła - wieża
wygląda jak niedokończone przęsło mostu. Warto zobaczyć także wnętrze z
oryginalnymi witrażami, a na zewnątrz - pomnik papieża Jana Pawła II.
Pralnia koło Parc du Banco - niesamowite widowisko - w
niewielkim jeziorku kilkaset ludzi robiących wielkie pranie
Hotel Ivoire - najlepszy hotel w mieście, nieco na
uboczu, warty zobaczenia jeśli czas nam na to pozwala. Można wjechać na
ostatnie piętro i popatrzeć na panoramę miasta, choć na mnie - spoconej i
zmęczonej upałem, największe wrażenie zrobił... basen (jeśli chcemy z niego
skorzystać, a nie jesteśmy gośćmi hotelowymi, musimy zapłacić 3000 CFA).
rejs statkiem po lagunie (1500 CFA za 1,5 h) - miła i
ładna widokowo wycieczka.
Grand Bassam
Opis w Lonely Planet nastawił mnie na widok uroczego kolonialnego miasteczka. Może kiedyś było ono urocze, ale dawno temu i nieprawda. Domy obdrapane, plaża - pusta i brudna. Jak się nie ma czasu, można sobie to miejsce spokojnie darować.
Yamoussoukro
Oficjalna stolica, choć i tak wszystkie ważniejsze urzędy i ambasady znajdują się w Abidjanie. Jedyne warte uwagi miejsca to:
Bazylika Matki Boskiej Pokoju - budowla przypominająca
watykańską bazylikę świętego Piotra. Niewątpliwie jest to najsłynniejszy obiekt
Wybrzeża Kości Słoniowej. Wrażenie jest niesamowite, zarówno z zewnątrz, jak i
wewnątrz (piękne witraże). Wstęp darmo + opłata za przewodnika (co łaska).
Bazyliką opiekują się polscy misjonarze! - okazja do miłej rozmowy.
Pałac Prezydencki - można zobaczyć tylko mur o obwodzie
6 km. Naturalną ochroną pałacu jest staw z krokodylami. Karmienia krokodyli -
dwa razy dziennie (nikt nie umiał nam powiedzieć dokładnie, o której)
Fundacja Houphouet- Boigny - to polecane w przewodniku
miejsce okazało się wielkim, topornym budynkiem (widziałam ciekawsze i
ładniejsze).
Man i okolice
Miasteczko Man - bardzo sympatyczne, ładnie położone, ze świetnym mikroklimatem (nie za gorąco, wreszcie nie pociliśmy się tak, jak na wybrzeżu), ale nie licząc dobrze zaopatrzonego supermarketu, sklepów z maskami oraz dużego, ale poza tym nie wyróżniającego się niczym meczetu - bez rewelacji. Warto natomiast potraktować Man jako bazę wypadową do zwiedzania okolicy, której główne atrakcje to:
góry - ładne i bardzo żałuję, że zabrakło nam czasu na
dłuższy trekking;
rozreklamowane wodospady (La Cascade) w porze suchej
rozczarowują. Zobaczenie wodospadów to wydatek 200 CFA + 300 CFA extra, jeśli
chcemy wejść na most z lian (typowo "turystyczny"). Z miasta do wodospadów
można dotrzeć na piechotę lub taksówką (500 CFA w jedną stronę);
okoliczne wioski: Przestrzegam przed Fakolby w porze
suchej - pojechaliśmy tam specjalnie, aby popływać pirogą po rzece z
hipopotamami i krokodylami, ale nie było ani rzeki (wyschła), ani tym bardziej
zwierzaków. Bardzo ciekawie natomiast było w Biankoumie z tradycyjnymi chatkami
i "domami fetyszy";
festiwal masek - maski to "specjalność" Man, podobnie
jak tańce na szczudłach. Okazją do ich zobaczenia jest festiwal masek w Lonely
Planet zapowiadany na luty. Niestety, gdy przyjechaliśmy okazało się, że...
będzie w marcu. Szczęście nam jednak dopisało - do jednej z wiosek przyjechała
żona prezydenta, widzieliśmy więc i maski, i szczudła, i rytualne stroje, no i
prezydentową - Madam Bedye (babka z klasą!).
Danane
Pomysł na pół lub całodniową wycieczkę z Man. Warto ze względu na mosty wiszące - ponts de lianes w okolicznych wioskach. Rewelacja, tym bardziej, że mosty naprawdę służą miejscowym, a turyści chyba na szczęście rzadko w te strony przyjeżdżają.
Korhogo i okolice
(północ kraju)
Miasto będące stolicą plemienia Senoufo jest bardzo sympatyczne i ciekawe; do zobaczenia m.in. małe muzeum, bazar, sporo sklepów z rzeźbami i maskami, dom fetyszy (maison des fetisheurs), w okolicy - ciekawe wioski, choć tak jak uprzedza przewodnik - dość "turystyczne". Nam najbardziej podobało się w Niofouin (typowe dla Senoufo chaty), w Koni (prezentacja tradycyjnych metod wytopu żelaza) oraz w Waraniene, gdzie trafiliśmy na pogrzeb i związane z uroczystością tańce rytualne.
Kong
Wioska z nietypowym meczetem (budowla XVII wieczna, wyraźne wpływy sudańskie). Do meczetu kobiet nie chcą wpuszczać, ale w moim przypadku problem rozwiązały drobne upominki. Meczet wart jest trudów podróży po pełnej wertepów, piaszczystej drodze (ok. 3 godziny od głównej drogi).
Comoe National
Park
Ponoć to ostoja zwierzyny, a w naszym przypadku - ogromny zawód. Udało nam się zobaczyć jedynie kilka antylop, i to też z bardzo daleko, pawiany i znudzone hipopotamy. Ponieważ bardzo domagaliśmy się lwów i słoni - pokazano nam ich mało wiarygodne ślady. Polecam Park tym, którzy mają trochę czasu i chcą po prostu odpocząć na łonie natury. Wstęp do parku: 2000 CFA od osoby. Za usługi przewodnika (samemu nie sposób jeździć - nie ma map, oznaczeń) zapłaciliśmy 5000 CFA za 4 godziny. Wskazany dobry, terenowy samochód.
Do Comoe N.P. dość trudno się dostać. Polecana w przewodniku Lonely Planet agencja organizująca wycieczki, a mająca swoja siedzibę w hotelu w Korhogo już nie istnieje. Można skorzystać z usług miejscowego biura informacji turystycznej, ale... nie umiano skalkulować kosztów. Ostatecznie wynajęliśmy na 2 dni taksówkę. Po zażartych negocjacjach uzgodniliśmy cenę 85 000 CFA + koszty utrzymania kierowcy. Uważaliśmy, że i tak drogo, ale po przejechaniu trasy i obserwowaniu jak znosi to samochód i kierowca (dwa razy wymiana opony) stwierdziliśmy, że był to dla nas układ korzystny.
Przykładowe ceny
przejazd bush- taxi z Abidjanu do Grand Bassam - 400 CFA
autobus Abidjan - Man (8 h jazdy) - 4500 CFA
autobus Man - Yamoussoukro (3,5 h jazdy) - 3500 CFA
autobus Bouake - Abidjan (5 h) - 3000 CFA
wynajęcie taxi na całodniowy objazd wiosek - 20 000 CFA
(w tym: koszty benzyny)
taxi z Danane do mostów z lian (20 km) i z powrotem -
7500 CFA
możliwość zwiedzania wiosek - zwykle 1000 CFA od osoby
przewodnik w parku narodowym Comoe - 5000 CFA za 3 h
przeciętny obiad w restauracji - od 2500 CFA
omlet, spaghetti - średnio 1500 CFA
piwo (0,66 l) - 600- 1000 CFA (zależnie od standardu
lokalu)
cola, sprite itp. (250 ml) w sklepiku przy ulicy -
200- 250 CFA, w ekskluzywnej restauracji 500 CFA
woda butelkowana (1,5 l) - 400- 450 CFA
nocleg w pokoju 2- osobowym (nawet jeśli śpią w nim 3
osoby), standard "globtroterski" - 3000- 8000 CFA (na prowincji taniej,
najdrożej w Abidjanie)
pocztówki (największy wybór - w Abidjanie) 200- 400 CFA
znaczek na list do Polski - 280 CFA.
Ghana
Nasza trasa
Elubo - Accra - Kumasi - Takoradi - Caape Coast - Kakum National Park - Anomabu - Accra - Aburi - Akosombo - Ho - Kpalime.
Informacje o
kraju
Powierzchnia
238 tys. km2.
Ludność
17 mln.
Religie
Animiści 40%, chrześcijanie 35%, muzułmanie 15%. Południe kraju jest wprost nawiedzone - w radio co chwila nadawane są audycje religijne (chrześcijańskie), wszędzie wiszą święte obrazki i napisy typu "Pan moim pasterzem" (cytat z poczty).
Stolica
Accra
Wiza
Wizę do Ghany załatwialiśmy w Konsulacie Ghany w Warszawie, ul. Mścisławska 4a, tel. (22) 8331094. Czeka się na nią kilka dni, kosztuje 20 USD (jednokrotna) lub 50 USD (wielokrotna) + 15 zł za formularz, który trzeba sobie odbić w dodatkowych 3 egzemplarzach. Potrzebne: wypełnione 4 formularze, 4 zdjęcia, ksero paszportu.
Wymiana
1 USD = 2340 cedi.
Pieniądze wymienia się w bankach, albo w odpowiednikach naszych kantorów nazywanych "Forex"
Sugestie programowe
Accra
Stolica Ghany, w której mieszka 1,7 mln ludzi. Miasto rozległe (na szczęście taksówki są tanie), sprawiające wrażenie bezpiecznego. Wieczorami normalnym obrazkiem na ulicach są ogniki lamp naftowych - na zmianę całe dzielnice pozbawiane są dopływu prądu i wody (dotyczy też hoteli w tych dzielnicach). Miejsca mniej lub bardziej godne zwiedzenia to:
Muzeum Narodowe - W związku z nazwą "narodowe" i uwagą w przewodniku: "jedno z najlepszych muzeów w Afryce Zachodniej" - spodziewałam się czegoś lepszego, choć to, co było w ramach skromnej ekspozycji (m.in. mozaiki z Rawenny i rzeźby egipskie!), obejrzałam z dużym zainteresowaniem. Wstęp: 4000 cedi CFA, z legitymacją ISIC - 2000 cedi.
James Town z James Fort i latarnią morską - można
zobaczyć, ale jak nie zobaczymy, to też niewiele stracimy. W forcie mieści się
więzienie, w związku z czym nie wolno w tym rejonie robić zdjęć.
Plac Niepodległości (Independence Square) - przemilczę,
co myślę o pomniku z potężną pięcioramienną gwiazdą i wielkim placu, na którym
na demonstracjach (prorządowych oczywiście) może zjawić się 30 tys. ludzi. Przy
okazji robienia zdjęć doszło do kłótni z miejscowym ochroniarzem, który groził
mi zabraniem aparatu.
bazar fetyszy - bardzo ciekawy, ale trudno go znaleźć
(najpierw trzeba pytać się o bazar z drewnem)
Kumasi
Stolica plemienia Ashanti, miasto niewątpliwie warte odwiedzenia. Nasz program obejmował:
pałac króla Ashanti - Nowej części, gdzie król mieszka
zwiedzać nie można, za to stara stanowi bardzo ciekawe muzeum, po którym
oprowadzają znakomici przewodnicy. Próbowaliśmy dostać się na audiencję u
króla, ale skończyło się tylko na bezskutecznej stracie czasu na "dywaniku" u
królewskiego sekretarza. Bez problemu można natomiast obserwować odbywające się
w poniedziałki i czwartki przed południem sądy, prowadzone przez wicekróla;
National Cultural Centre - część wystawowa nas
rozczarowała, natomiast warto zajrzeć do miejscowych sklepików (typowe dla
Ashanti rzeźby były tańsze od tych, które później widzieliśmy w wioskach);
Bazar - ogromny, 10 ha, na których kupuje- sprzedaje 10
tys. handlarzy;
okoliczne wioski - byliśmy w: Bonwire - wioska z typową dla Ashanti
architekturą (domy z wewnętrznym podwórkiem, portrety świętych na ścianach) i
mężczyznami tkającymi na ulicach słynne kente (rodzaj materiału). Po drodze
zatrzymaliśmy się też w Pankrono (centrum ceramiczne) i w Ahwiaa (masowa
produkcja tradycyjnych taboretów).
Wybrzeże
Główna atrakcja Wybrzeża w Ghanie to plaże (zupełnie nie mieliśmy na to czasu) i forty, z których wybraliśmy kilka, w następujących miejscach:
Elemina - urocze miasteczko warte odwiedzenia choćby ze względu na
tętniący życiem port rybacki... Nad miastem góruje zamek (należy go potraktować
głównie jako punkt widokowy) i, z drugiej strony, potężny fort, w którym
niegdyś przetrzymywano niewolników (polecam przemawiającą do wyobraźni wystawę
z tego okresu). Odrestaurowany obiekt jest dziś "sztandarowym" fortem, masowo
odwiedzanym przez wycieczki.
Cape Coast - fort w gorszym stanie niż Elmina, obecnie
w trakcie remontu, niemniej także warty zobaczenia.
Anomabu - na obrzeżach miasta są dwa forty, przy czym
niechcący, w wyniku pomyłki kierowcy, który mnie podwoził, trafiłam do mniej
znanego. Są to właściwie ruiny, w których mieszka facet, może na pierwszy rzut
oka dość podejrzany (dotarłam do niego o zmroku, a tego dnia jeździłam sama),
ale tak naprawdę przemiły i posiadający głęboką wiedzę historyczną. Oprócz
fortu polecam odwiedzenie rybaków naprawiających w porcie swoje łodzie i sieci.
Kakum Nature Park
Chroniony obszar tropikalnego lasu deszczowego. Na zobaczenie zwierząt przy krótkiej wizycie szanse są raczej znikome, choć są tam m.in. lwy i słonie (ja widziałam tylko poruszające się gałęzie - załóżmy, że to były małpy). Główną atrakcją nie jest jednak zarośnięta dżungla, ale mosty wiszące, po których prowadzi dość długa trasa spacerowa. Wstęp do parku: 6000 CFA. Mimo że widziałam robiące większe wrażenie dżungle tropikalne - polecam wybranie się do Kakum. Warte uwagi jest też doskonale przygotowane (ponoć z pomocą Amerykanów) muzeum.
Aburi
Ogród Botaniczny - widziałam ogrody lepsze, ale gorsze też. Jest tam trochę ciekawych drzew, m.in. drzewo kauczukowe. Zawiodłam się trochę brakiem kwiatów - może tylko w porze suchej tak z nimi kiepsko. Z połączeniami na trasie Accra - Aburi nie ma problemu - jeżdżą tro- tro. Jeśli ktoś (tak jak my) o Aburi zahaczy po drodze do Akosombo - właściwie jedyną szansą na wydostanie się z tej wioski w dalszą drogę będzie taksówka.
Tama w Akosombo i
Jezioro Volta
Lake Volta to największy sztuczny zbiornik wodny świata, o długości ponad 400 km! Tama tworząca jezioro jest olbrzymia, a żeby ją zwiedzić, trzeba postarać się o zezwolenie wydawane przez "Reception" obok Volta Hotel (nie mylić z recepcją hotelu). Nie wolno wjeżdżać na zaporę taksówką, nie wolno też chodzić po niej na piechotę, po prostu trzeba mieć samochód. Nam pomógł kierownik tamy, który załatwił dla nas służbowy samochód, a przy okazji - pozwolił na fotografowanie (normalnie zdjęć robić nie wolno).
Atrakcją hotelu Volta jest basen, w którym goście nie- hotelowi mogą się w wykąpać płacąc 6000 CFA.
Warto pomyśleć o przepłynięciu Jeziora Volta statkiem. Nam się to nie udało - wbrew temu, co podaje przewodnik Lonely Planet, żadne statki, także towarowe, w soboty i niedziele nie kursują. Nie ma też sobotnich rejsów wycieczkowych.
Ceny
Z państw, w których byliśmy, w Ghanie było najtaniej:
taxi na objazd wiosek w okolicach Kumasi (5 h): 13000
cedi (+ 1000 daliśmy jako napiwek);
autobus z Akosombo do Ho - 2000 cedi;
taxi z Ho do granicy z Togo (50 km w jedną stronę po
wertepach) - 20 000 cedi;
śniadanie (omlet, chlebek, kawa/herbata) 1500 cedi;
talerz świetnego spaghetti w dobrej resturacji - 7000
cedi, ale trzeba pamiętać, że w Ghanie do rachunków w restauracjach doliczają
zwykle + 15% podatku!;
piwo w dobrej restauracji - 2500 cedi;
cola, fanta na ulicy - 700- 800 cedi;
woda butelkowana 1000- 1300 cedi (1,5 l);
kokos sprzedawany przy drodze - 100 cedi, pomarańcza -
100 cedi/szt.;
nocleg - pokój 2 os. 24000- 27000 cedi;
miejsce w wagonie sypialnym I klasy w pociągu z Kumasi
do Takoradi (11 h jazdy) - 6200 cedi;
wstęp do większości muzeów - 4000 cedi, z legitymacją
ISIC - 2000 cedi;
pranie w hotelu (2 bardzo brudne koszulki, 3 pary
skarpet i 2 pary spodni) - 4000 cedi;
znaczki na list do Polski - 550 cedi, koperta 200 cedi.
Togo
Nasza trasa
Kpalime - Atakpame - Kara - Kande - Vallee de Tamberma - Kara - Lome - Lake Togo - Togoville - Aneho.
Informacje o
kraju
Powierzchnia
56,7 tys. km2.
Stolica
Lome.
Ludność
4 mln.
Religie
Animiści: 65%, chrześcijanie 25%, muzułmanie 10%.
Wizy do Togo
My załatwialiśmy je w Ambasadzie Republiki Togo w Akrze (w Ghanie). Koszt wizy: 10.000 CFA (czyli ok. 20 USD. Ciekawe jest to, że płaci się w CFA, choć obowiązującą w Ghanie walutą są cedi). W Polsce, w ambasadzie francuskiej, można załatwić wizę do Togo, ale jedynie na 2 dni, czyli, jeśli chcielibyśmy zostać w tym kraju dłużej (a warto!), i tak na miejscu musielibyśmy ją przedłużać. Wizę, ale tylko na 2 dni (na miejscu można ją przedłużyć), załatwia też Ambasada Francji w Polsce (Warszawa, ul. Piękna 1, tel. 628 84 01) - koszt 95 zł.
Wymiana pieniędzy
Pieniądze można wymienić w banku albo na czarnym rynku, gdzie kurs jest nieco lepszy, choć można zostać oszukanym.
W Lome cinkciarzy można znaleźć na straganach sprzedających pamiątki, przy czym najbardziej cenione są banknoty 100 dolarowe. Np. za 1 USD w studolarówce dostaje się 600 CFA, a za 1 USD w 20- dolarówce - 575 CFA.
Sugestie
programowe
Lome
Stolica, ok. 600 tys. mieszkańców; 1 dzień w zupełności wystarczy, aby dobrze poznać miasto, którego główną atrakcja są:
Muzeum Narodowe - wprawdzie nie duże, ale ciekawe;
wstęp 200 CFA;
Place de l`Independance - charakterystyczne rondo, na
którym kiedyś stał pomnik Prezydenta Eyademy i jego matki (za sprawą
rebeliantów - już nie stoi);
Hotel du 2 Fevrier - najwyższy budynek miasta ogólnie o
niskiej zabudowie; restauracja na ostatnim, 35 piętrze to dobry punkt widokowy;
poza tym ze względu na chłód (klimatyzację) to świetne miejsce do odpoczynku;
bazar fetyszy (Marche des Feticheurs) - daleko od
centrum, ale warto tam trafić. Można kupić czaszkę małpy, szpony sępa,
wysuszone jaszczurki, amulet na miłość, lalkę chroniącą od złodziei etc. Jeśli
nie chcemy przepłacać - zrezygnujmy z magicznej mocy kupowanych pamiątek.
Zestaw amuletów, który mnie interesował w pierwszej wersji kosztował... 50 USD.
Ostatecznie dałam za niego 2 USD, tyle, że - jak mnie uprzedzono - "szaman
zabrał im moc";
bazar w centrum - nawet jeśli nie chcemy nic kupić,
warto popatrzeć; wybór od masek i biżuterii Tuaregów po owoce typu avokado,
mango, ananasy.
Davie
Wioska w pobliżu Lome. Jak opisuje Lonely Planet w Davie ma znajdować się ponoć superciekawy cmentarz z nagrobkami nawiązującymi do profesji zmarłego. Cmentarz owszem był, ale groby - nic nadzwyczajnego. Kierowca taksówki ambitnie zawiózł nas na jeszcze dwa inne cmentarze, ale uznaliśmy to za stratę czasu.
Okolice jeziora
Togo
Jezioro - dobry pomysł na dzień relaksu. W Hotelu du Lac (w pobliżu drogi z Lome- Aneho) można pożyczyć żaglówki i deski do windsurfingu. Woda - wygląda na czystą... Jeśli chodzi o zwiedzanie koniecznie trzeba zobaczyć położoną na północnym brzegu jeziora wioskę Togoville.
Togoville
Ciekawa wioska, przesympatyczni mieszkańcy. Jest to główne centrum praktykowania voodoo w Togo, co zresztą mnie do wioski ściągnęło. Najlepiej do wioski przyjechać albo w sobotę, kiedy przed domem wodza odbywają się sądy, albo w środę - dzień targowy. Do obejrzenia:
dom wodza wioski, którego dziadek - Mlapa III podpisał w
Togoville w 1884 r. traktat pokojowy z Brytyjczykami. Po mini- muzeum, którego
głównym eksponatem jest portret Mlapy III oraz tron. Oprowadza syn obecnego
wodza. Przed domem ciekawy fetysz męski (płeć jednoznacznie uwidoczniona);
kościół rzymskokatolicki z ładnymi witrażami i figurą
Matki Boskiej upamiętniającą cud, czyli ukazanie się Maryi miejscowemu
rybakowi. Przed kościołem - plac i ołtarz, na którym papież Jan Paweł II
odprawił Mszę. Co do łodzi, którą przypłynął papież, nie ma jednoznacznych
wersji - po obu stronach jeziora stoją zaniedbane szalupy, a która to jest
właśnia "ta" zależy od tego, z którego brzegu pochodzi nasz informator;
szamani voodoo - zależnie od kwoty, jaką ofiarujemy,
poświęcą nam mniej lub więcej czasu. Ode mnie zainkasowano 5000 CFA, w zamian
za co zostałam zmuszona do wypicia ginu i jakiejś podejrzanej cieczy, w której
wcześniej szamanka moczyła ręce. Chyba musiałam mieć bardzo zdegustowaną minę,
bo obdarowano mnie przynoszącymi szczęście wisiorkami i uzdrawiającymi ponoć
trawami;
bazar (w środy) - autentyczny, barwny, typowo
afrykański.
Dotarcie do Togoville: albo za 500 CFA przez jezioro (co jakiś czas, gdy zbierze się komplet pasażerów kursują "pychówki"), albo piaszczystą drogą z Aneho (poza dniami targowymi trudno liczyć na zorganizowaną komunikację, ale za 2000 CFA można przejechać tą trasę taxi- motorem).
Aneho
Też nad jeziorem Togo. Nie stracimy wiele, jeśli miasteczka tego nie zobaczymy.
Rejon Kpalime
Ładne góry (m.in, Mt Agou o wys. 986 m - najwyższy szczyt Togo), łagodny, przyjemny klimat. Polecam nocleg w Campement de Klouto - dawnym szpitalu niemieckim. Nastawiałam się na warunki biwakowe, tymczasem za cenę 7000 CFA mieliśmy bardzo ładny pokój na 3 osoby, z łazienką z prawdziwego zdarzenia i z wliczonym śniadaniem.
Okolica campementu słynie z motyli. Mimo zapłacenia miejscowym chłopcom 1500 CFA za przewodnictwo w górach, chociaż widzieliśmy dużo - ciekawą roślinność (kwitnące ananasy, kakaowce, orzeszki kola etc), wioski, w których odprawiano niedzielne nabożeństwa, nie było motyli!
Północ
Rejon Kara - warto przyjechać ze względu na:
okoliczne wioski - oryginalne, nie spotykane na
południu kraju domki;
w Sarakawa - pomnik upamiętniający "cudowne" ocalenie
prezydenta Eyademy, kiedy to w 1974 rozbił się samolot, którym leciał (resztki
samolotu są do dziś);
Dolinę Tamberma - niesamowite domy- twierdze z baobabami
w tle; ponieważ trzeba wjechać w głąb doliny 20- 30 km najlepszym rozwiązaniem
jest wynajęcie taksówki z Kande.
Przykładowe ceny
taxi z centrum Lome na lotnisko - 1500 CFA,
przejazd moto- taxi po mieście - 100 CFA- 200 CFA,
przejazd Kara - Lome - 3500 CFA,
przeprawa przez jezioro Togo - 500 CFA,
przeciętny nocleg 3500- 5000 CFA za pokój,
śniadanie (omlet, bułka, herbata/kawa) - 800 CFA,
kurczak z frytkami - 2500 CFA,
porcja (3 plasterki) ananasa w restauracji - 400 CFA,
ananas (cały) na bazarze - 400 CFA,
piwo (małe) - 600 CFA,
napoje - Cola, Fanta (0,66 l!) - 300 CFA,
przewodnik w górach (3 h) 1500 CFA (po długich
targach).
Benin (pd. część)
Trasa
Granica z Togo - Ouidah - Cotonou - Abomey - Ganvie - Cotonou - Porto Novo - powrót do Lome (Togo).
Informacja o
kraju
Powierzchnia
112,6 tys. km2.
Ludność
5,2 mln.
Język
Francuski + dialekty plemienne.
Religie
Animiści 70%, chrześcijanie 15%, muzułmanie 15%.
Stolica
Oficjalnie - Porto Novo, faktycznie - Cotonou.
Waluta
Frank CFA.
Wiza
Najbliższa placówka dyplomatyczna Beninu mieści się w Niemczech, w Bonn - tel. 94387- 10. W moim przypadku zdecydowałam, że załatwię wizę na miejscu. Jeśli zamierzamy wjechać do Beninu na czas nie dłuższy niż 48 godzin, bez problemów można od ręki załatwić formalności na granicy (koszt 4000 CFA, czyli ok. 7 USD). Nie jestem pewna jednak, czy jest to możliwe na każdym posterunku granicznym - na pewno na głównym przejściu między Lome i Cotonou - tak... Na miejscu wizę można przedłużyć.
Sugestie programowe
Bardzo żałuję, że nie miałam czasu zostać w Beninie dłużej. Z tego kraju mam najsympatyczniejsze wspomnienia, zwłaszcza jeśli chodzi o spotkanych tam ludzi. Zobaczyłam m.in.:
Cotonou
Do zwiedzania właściwie nic nie ma, ale zobaczyć "wypada". Warto zajrzeć na bazar (Grand Marche de Dantokpa) i zwrócić uwagę na pomnik z gwiazdą na Place de l`Etoile Rouge - widoczny wpływ idei komunistycznych, którymi swego czasu fascynowano się w tym kraju.
Porto Novo
Ładne miasteczko, nad laguną, z Muzeum Etnograficznym, bazarem, Pałacem Królewskim (królestwo Porto Novo upadło dopiero w 1976 roku, a rządziło nim 25 władców) i kilkoma ciekawymi, kolorowymi meczetami. Jeden z nich to były kościół katolicki w stylu brazylijskim.
Ganvie
Słynna wioska na palach, chyba najpopularniejsza w Beninie atrakcja turystyczna. Miejsce ciekawe, ale mieszkańcy - nieżyczliwi, skomercjalizowani, bardzo niegrzeczni przy próbach robienia im zdjęć. Do wioski można dostać się tylko łodzią;
Abomey
Miasto słynne ze względu na Pałac Królewski dynastii Dahomey, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie ukrywam, że byłam rozczarowana. Nie było żadnego przewodnika, który by mnie oprowadził, a to, co widziałam, nie rzuciło mnie na kolana. Najciekawszy był grób króla pochowanego obok swoich 41 żon. Wstęp do Pałacu: 1500 CFA.
Ouidah
Warto przyjechać tu na dłużej, bo do oglądania jest sporo. Między innymi:
Świątynia Pytonów - ciekawe miejsce, pytony faktycznie
są, i to bardzo spokojne, czego dowodem jest możliwość zawinięcia ich sobie na
szyi;
Święty Las - właściwie zdziczały park z ruinami domu, w
którym ponoć mieszka tajemniczo zaginiony król. Pośród drzew wyobrażenia bóstw
voodoo - typowo współczesne; warto znaleźć kogoś, kto wytłumaczy nazwy i
zadania bóstw (naprawdę ciekawe historie);
Droga Niewolników - 4- km droga od miasteczka do morza,
po której ponoć kiedyś niewolnicy zmierzali na statki, wywożące ich za ocean.
Wzdłuż drogi - różne bóstwa (rzeźby współczesne), na plaży ciekawy pomnik ku
czci niewolników. Przechodzić drogi na piechotę nie ma sensu - optymalna wersja
to przejechać ją na motor- taxi (ja zapłaciłam za to 1000 CFA).
Przykladowe ceny
bush- taxi od granicy z Togo do Cotonou - 1200 CFA,
bush- taxi z Cotonou do Lome - 2500 CFA,
przejazd motorem- taksówką - od 100 CFA (zależnie od
dystansu),
pokój w Cotonou (z prysznicem, bez wiatraka; hotel
"Babo") - 3500 CFA,
talerz spaghetti - 750- 1500 CFA,
łódź motorowa do Ganvie - 5200 CFA (można taniej, o ile
znajdzie się kilka osób do podziału kosztów lub weźmie się łódź wiosłową - ja
nie miałam czasu na czekanie - byłam sama i chciałam się jak najszybciej
przedostać przez lagunę).
I na koniec pytanie - czy warto jechać do Zachodniej Afryki? Wiem, że zdania osób, które tam były, są podzielone. Według mnie - zdecydowanie - tak!