Alfred Lüdert
Promem do Tunezji
Termin podróży
1- 29 września 1996
Kursy walut (27.09.96)
1 USD = 3,4 PLN, 100 lirów = 0,19 PLN. Dolary na dinary przelicza się w przybliżeniu 1:1. Dinar dzieli się na 1000 milimów.
Podróż do Tunezji odbyłem w dniach od 1- go do 29- go września 96r. Podróżowałem samotnie. Całkowity koszt "wyprawy" wyniósł około 1900 złotych. Wliczam w to również ubezpieczenie i koszty wizy wykupionej w Polsce. W Tunezji przebywałem dwa tygodnie. Pozostały czas z konieczności spędziłem na Sycylii i pod Neapolem. W samej Tunezji przejechałem 1400 km i wydałem podczas pobytu 150 USD. Korzystałem głównie z publicznych, a więc płatnych środków transportu. Żywiłem się we własnym zakresie, podstawowe produkty kupując po drodze. Rzadko korzystałem z barów i gotowych potraw.
W podróży posługiwałem się polską edycją przewodnika Lonely Planet, wydaną przez Wydawnictwo PASCAL, pod tytułem "Tunezja - praktyczny przewodnik". W zasadzie jest to dobry przewodnik. Niniejszy tekst jest "suplementem" do niego i weryfikuje niezbyt liczne błędy i nieaktualności.
Ceny żywności
Są zbliżone do polskich. Woda mineralna kosztuje 500- 600 milimów, chleb 300 milimów.
Komunikacja
Jest sprawna. Prywatne taksówki louages są dosyć tanie i szybkie. Warto z nich korzystać. Przykładowe ceny taksówek:
Tamerza - Redeyef 1
DT (23 km)
Redeyef - Metlawi 3
DT (45 km)
Metlawi - Tozeur 3
DT (51 km)
Kebili - Gabes 4,7
DT (122 km)
Ceny biletów komunikacji państwowej podaję każdorazowo w tekście.
Noclegi
Nocowałem przeważnie na kempingach i "na dziko". Spędziłem też jedną noc w hotelu w Douz i kilka w schronisku PTSM w Tunisie. By nocować "na dziko" trzeba posiadać namiot z tropikiem. We wrześniu nawet na pustyni często padają deszcze.
Podróż do Tunezji
Aby dotrzeć do Tunezji droga lądową i morską należy zacząć od kupna biletu autokarowego do Neapolu. Bilet na trasie Łódź - Neapol - Łódź kosztował mnie 370 złotych. Podróż do Neapolu trwa około 28 godzin. Warto więc po takim czasie odpocząć w okolicach miasta. Godny polecenia jest kemping "Zeus" w Pompei. Aby się na ten kemping dostać trzeba wsiąść do kolejki podmiejskiej Circumvesuviana. Stacja tej kolejki znajduje się pod dworcem kolejowym na Piazza Garibaldi. Bilet do stacji Pompei Scavi, na której należy wysiąść, kosztuje 2700 lirów. Kemping jest tuż przy stacji. Nocleg kosztuje 10 tys. lirów. Można też skorzystać z kempingu po drugiej stronie Neapolu - w Pozzuoli. Nocleg jest tam jednak sporo droższy (ok. 15 tys. lirów w 1995 roku). Ma się za to bezpłatny wstęp do Solfatary - czynnego wulkanu znajdującego się tuż obok.
Następnego dnia trzeba iść na dworzec kolejowy w Pompei. Dworzec ten znajduje się pół godziny marszu drogą w kierunku Salerno. Nie należy go mylić z maleńką stacyjką Circumvesuviana! Jeżeli jest wcześnie rano, to za 61 tysięcy lirów można kupić bilet do Trapani. Jeżeli jednak ktoś woli pospać dłużej, miast jechać tanio, będzie musiał dopłacić jeszcze 18 tysięcy lirów na pociąg pospieszny. Dwa razy trzeba się przesiadać. Raz w Salerno, drugi raz w Palermo. Jest też duże prawdopodobieństwo, że na ostatni pociąg Palermo - Trapani w ogóle się nie zdąży. Proponuję wówczas udać się na kemping w pobliskiej miejscowości Sferracavallo. Są tam dwa kempingi. Ja zdecydowanie polecam maleńki "Degli Ulivi" (10 tysięcy lirów za noc). Do Sferracavalo jedzie się spod dworca autobusem 101, a następnie 628. Trzeba się spytać kogoś, gdzie wysiąść i gdzie się przesiadać. Jednogodzinny bilet w Palermo kosztuje 1500 lirów. Taki czas powinien wystarczyć na dojazd.
Najbliższy kemping w okolicach Trapani znajduje się na wyspie Favignana. Jest on pioruńsko drogi! W 95 roku zapłaciłem 18, 5 tysiąca lirów za noc! Na wyspę można dostać się wodolotem (10 tysięcy lirów). Jest też kemping w Lido Valderice - 15 km od Trapani (10 tysięcy lirów).
Trudno mieć pewność, którego dnia odpłynie prom do Tunisu. Nie liczyłbym na to, że będzie to dzień tygodnia przedstawiony w przewodniku. (Ja odpływałem w poniedziałek). Regułą jest, że prom wypływa przed południem do Tunisu i tego samego dnia w nocy wyrusza w drogę powrotną do Trapani. Można próbować zarezerwować bilety w Polsce, jednak mnie w Łodzi się to nie udało. Bilet (wraz z powrotnym) kosztuje 186 tysięcy lirów. Kilka razy w tygodniu odpływają do Tunezji wodoloty. Są one droższe niż prom. Podróż promem trwa przeciętnie od 11 rano do 19 wieczór. Do tego trzeba doliczyć co najmniej dwie godziny odprawy paszportowej i celnej w Tunisie.
I UWAGA! W Tunisie w porcie przy okienku odprawy paszportowej każdy otrzymuje białą karteczkę zredagowana w języku arabskim i francuskim. Trzeba tam wpisać swoje dane osobowe. Jest to dokument na terenie Tunezji ważniejszy ponoć niż paszport.
Należy zdać sobie sprawę, że przekraczając granicę Tunezji wkracza się na teren państwa policyjnego. Policja, wojsko i donosiciele są wszędzie. Trzeba przestrzegać prawa, jeśli nie chce się mieć kłopotów. Można pozwolić sobie na przejście na czerwonym świetle, ale już w żadnym razie na fotografowanie zakazanych obiektów. Zakaz fotografowania obejmuje m.in. szkoły, urzędy państwowe, niektóre meczety, posterunki policji i wszelkie obiekty o znaczeniu militarnym i strategicznym. Należy przyjąć zasadę nie fotografowania niczego nad czym powiewa tunezyjska flaga. Inna rzecz, że mało jest nie oflagowanych miejsc.
Na terenie Tunisu spałem w polecanym przez Lonely Planet schronisku PTSM w medynie. Lokalizacja rzeczywiście świetna, ale tynki sypią się na głowę, zaś kowbojskie drzwi "kabiny" od pryszniców zżarte są przez grzyb. Kto lubi komfort, niech poszuka innego miejsca. Cena 5,5 DT z kiepskim śniadaniem (do bagietki dżem, albo dżem z masłem).
Tozeur
Zdecydowanie najlepszym sposobem dostania się na południe kraju jest autobus dalekobieżny. Właśnie w ten sposób dotarłem do Tozeur. Autobus odchodził o 10.10, a kosztował 16,5 DT. Pewne trudności nastręcza znalezienie dworca autobusowego w Tunisie, nawet z planem w ręku. Mały dworcowy budynek jest ukryty za ogromnym wiaduktem drogi dojazdowej z Sousse. Autobus staje po drodze kilkakrotnie i wtedy można wyjść coś kupić lub załatwić potrzeby fizjologiczne. Klimatyzacja działa aż za dobrze, warto więc mieć na sobie cieplejsze ubranie.
W Tozeur są dwa kempingi. Opisywany w Przewodniku kemping "Beaux Reves" został zlikwidowany. Zamiast niego powstał parę metrów dalej przy tej samej ulicy kemping "Belvedere". Istnieje też drugi kemping "Belvedere" przy skałach Belvedere. Jest on opisywany w Przewodniku jako fatalny i niewart noclegu. To prawda, ale ten pierwszy (do którego siłą rzeczy najpierw się trafia) jest całkiem O.K.! Ciepła woda (choć nie zawsze), cień. Nocleg kosztował 4 DT. Od tuziemców słyszałem, że w hotelu naprzeciw można zanocować już za 2 DT. Warto to sprawdzić.
Tozeur to miłe miasto, ludzie przyjemni. Warto zwiedzić oazę. Jednak, gdy widziało się jedną, to można sobie już darować następną. Wszystkie wyglądają podobnie. Piękny widok roztacza się ze znajdujących się pod miastem skal Belvedere. Gorące źródło zasilające małe jeziorko jest "zakręcane" na noc. Z powodu wścibstwa mieszkańców nocleg na dziko tuż pod miastem może stanowić problem. Lepiej pójść kilka kilometrów dalej, gdzie nikt już nie będzie przeszkadzał.
Szebika
Dotarłem do niej pieszo z Tozeur przez Szott el- Gharsa. W kawiarence zbitej z palmowego drewna za 8 DT proponowano mi nocleg na macie. Za wodę mineralną życzono sobie 1,5 DT! Poczęstowano mnie za to jagnięciną opiekaną na palmowym drewnie. Miała specyficzny słodkawy smak i zapach.
Mimo, iż nagabujące turystów dzieci są w stanie obrzydzić Szebikę, warto tu przyjechać. Oaza jest piękna. Sprawia wrażenie dzikiej i zagubionej na końcu świata.
Tamerza
W Tamerzy jest rajska oaza, malowniczo usadowiona na tarasach zstępujących ku rzece i piekny skalny wąwóz - oued. Koniecznie trzeba go zobaczyć. Znajduje się on za hotelem "Les Cascades". Można przejść przez nieogrodzony teren hotelu. Nikt nie powinien zaczepić. Schodzi się ku rzece, a potem idzie się w prawo wzdłuż koryta. "Rajska" oaza jest na drugim brzegu.
W Tamerzy dałem się naciągnąć na nocleg "na kempingu". Chłopak- naciągacz zaprowadził mnie po prostu do oazy i ulokował gdzieś z dala od wścibskich oczu kierownictwa hotelu. Zainkasował za to 5 DT. Jeśli już ktoś godzi się na taki nocleg, to niech się mocno targuje - 2 DT to aż nadto. Jeśli da się łapówkę obsłudze, to w hotelu można wziąć ciepły prysznic.
Wydostanie się z Tamerzy jest trudne. Taksówki (półciężarówki) - louages - które są jedynym połączeniem ze światem stają przy głównej ulicy prawie naprzeciw hotelu "Les Cascades". Wtedy trzeba co sił w nogach biec do nich, by "załapać się" na jedno z wolnych miejsc. Trzeba jechać do Redeyef, stamtąd drugą taksówka do Metlawi i dalej w świat.
Szott el Jerid
Trzeba go zobaczyć! Skrystalizowana sól na powierzchni jeziora do złudzenia przypomina śnieg lub ślizgawkę. Człowiek zaczyna wątpić we własne zmysły. Autobus jadący przez szott z Tozeur do Douz kosztuje 5,3 DT. Odjeżdża o 16.02. Są też ranne autobusy, ale od jedenastej do szesnastej nie jeździ nic
Dworzec autobusowy w Tozeur na planie w Przewodniku jest źle zaznaczony. W rzeczywistości znajduje się po drugiej stronie ulicy.
Douz
Opisywany w Przewodniku "Hotel 20 Mars" jest rzeczywiście miły, ale nocleg bez śniadania kosztuje 6 DT. W Douz są też kempingi. Ten drugi nie podany w Przewodniku znajduje się przy drodze do Matmaty. Trzeba iść od przystanku autobusowego na wschód przez rondo. Jest to około 20- 30 minut marszu.
Samo Douz nieciekawe, prowincjonalne, niemiłosiernie zapiaszczone.
Zaafrane
Tu Sahara zaczyna się naprawdę. Wystarczy wyjść za oazę drogą wiodącą do Es Sabria, by zobaczyć wydmy ciągnące się aż po horyzont. Kierując wzrok na południe, warto uświadomić sobie, że stąd na przestrzeni dwóch tysięcy kilometrów nie ma już nic, prócz piasku i kamieni...
Gabes
Prowincjonalne miasto. Nic w nim nie ma interesującego. Bieda wyziera z każdego kąta. Jedynie budynki państwowe są dobrze utrzymane. Reszta rozpada się na oczach obojętnych mieszkańców i zdziwionych turystów. A jednak egzotyka Gabes na długo wryła mi się w pamięć. Czasu tam spędzonego nie uważam za stracony.
W Gabes jest tani zacieniony kemping.
Matmata
Jeśli ktoś chciałby wybrać się z Gabes do Matmaty, będzie miał problem. Ciężko się bowiem zorientować, z którego miejsca odchodzą autobusy i louages w tym kierunku. Nie potrafiono mi tego wytłumaczyć, nawet rysując plan na kartce. W każdym razie na dworzec przy Avenue de la Republique nie ma po co chodzić. Myślę, że jedyne rozsądne wyjście to stanąć przy drodze wylotowej do Matmaty i machać na małe autobusiki mknące co jakiś czas w tym kierunku. Najpewniej zatrzymają się. Także z autostopem nie powinno być kłopotu. Jeśli ktoś będzie miał transport tylko do Matmata Nouvelle, to nie szkodzi. Stamtąd już łatwo złapać louages.
Do Matmaty warto przyjechać tylko w przypadku, gdy ma się pieniądze na zwiedzenie podziemnych mieszkań. Nie należy się łudzić, że miły człowiek, który zaproponuje zwiedzenie swego domu zrobi to za darmo... Autobus Gabes - Matmata kosztuje 1,4 DT.
Bir Bou Regba, Hammamet
Z Gabes koleją pojechałem do Bir Bou Regba - miasteczka koło Hammamet. Podróż pierwszą klasą kosztowała 12,4 DT plus 1,5 DT jakiejś niezrozumiałej dopłaty. Pociąg odchodził o 22.55.
Stwierdzam stanowczo, że nie warto kupować biletu pierwszej klasy, jak to sugeruje Przewodnik. W drugiej klasie jest dokładnie tak samo - bezprzedziałowe wagony z palącymi się całą noc światłami. Szkoda forsy!
"Ideal Camping" przy Avenue de la Republique w Hammamet już nie istnieje. Najbliższy jest dopiero w Nabel (11 km dalej).
Tunis
Tunis to nieciekawe miasto. Można tu nie nudząc się spędzić najwyżej dwa dni. Właściwie interesująca jest tylko medyna. Warto porozmawiać z mieszkańcami. Wszyscy oni tak bardzo chcą do Europy!...Wytłumaczą wam, dlaczego w Europie jest dziesięć razy lepiej niż w Afryce. Nie zawsze będziecie się z nimi zgadzać, ale też nigdy nie zdołacie ich przekonać do swoich racji.
ZOO beznadziejne.
Wejście do wielkiego meczetu płatne.
Sycylia - Cefalu
Cefalu to przepiękne miasteczko wciśnięte między morze i góry. Można je potraktować jako bazę wypadową w góry lub jako doskonałe miejsce odpoczynku po meczącej włóczędze. Pod miastem są dwa kempingi. Oba luksusowe i drogie. "Costa ponente", gdzie nocowałem, ma kort tenisowy, basen i dostęp do maleńkiej plaży (17,5 tys. lirów za noc).
I to już cała podróż. Najmilej wspominam pobyt w Tozeur, Szabice, Tamerzy i Cefalu. Wielkim przeżyciem był nocny marsz przez Szott el- Gharsa. Niezapomnianych wrażeń dostarczyły mi "dzikie" noclegi na pustyni. Pył wciskający się w każdy zakamarek ciała, wiatr szarpiący wściekle płótno namiotu no i deszcz padający niemal każdej nocy - wszystko to dało mi namiastkę walki z naturą i przeciwnościami losu.
P.S.
Wiadomości o stadach skorpionów i węży czyhających na pustyni są bardzo, ale to bardzo mocno przesadzone. Jedyne skorpiony, jakie widziałem to te oprawione w ramkę, sprzedawane na rynku w Tunisie.
Powodzenia na szlaku!