Wojciech Dąbrowski

Przez wyspy
Mikronezji
-- 1996

Planując podróż dookoła globu, można ułożyć praktycznie nieskończoną ilość wariantów. Gdy w końcu przyjdzie zdecydować także w jaki sposób przebyć Pacyfik okaże się, że ilość możliwych wariantów jest ograniczona. Przy założeniu, że chcemy podróżować tanio, można w zasadzie wyróżnić trzy trasy:

1. Północną, która jest najmniej skomplikowana: prowadzi z jednej ze stolic Azji Wschodniej (Tokio, Taipei, Hongkong, Bangkok, Manila) na zachodnie wybrzeże USA zwykle z jednym tylko przystankiem (stopoverem) na Hawajach.

 2. Południową, najbardziej atrakcyjną: z Azji Południowo-Wschodniej przez Australię, Nową Zelandię i Polinezję (albo Hawaje) do Los Angeles. Tę trasę w kilku odmianach oferują Lot i Air New Zealand w ramach dostępnej u nas taryfy dookoła świata.

3. Centralną, która jest najmniej uczęszczana: z Kalifornii przez Hawaje i wyspy Mikronezji do Manili lub Taipei.

W roku ubiegłym wyruszyłem dookoła globu po raz kolejny, tym razem przemierzając Pacyfik trasą centralną -- w kierunku zachodnim. Wyspy Mikronezji okazały się niezwykle malownicze i (może z wyjątkiem Guam) wolne od tłumów turystów, pozostawiając wędrującemu z plecakiem trampowi niezapomniane wrażenia...

Jedyną praktycznie możliwość dotarcia do opisanych poniżej wysp Mikronezji stwarzają samoloty linii lotniczej Continental Micronesia. Trasa rozpoczyna się na Hawajach. Lecąc dalej aż do Guam boeingi 727 skaczą z wyspy na wyspę. I wszędzie, z wyjątkiem atoli Johnston i Kwajalein (gdzie są amerykańskie instalacje militarne), można zrobić sobie stopover. Wizy wydawane są na lotniskach. Jedynie planując pobyt na Guam trzeba posiadać wizę amerykańską.

Wyspy Marshalla

Wyspy rozrzucone w bezmiarze Pacyfiku można ze względu na ich pochodzenie i ukształtowanie podzielić na dwie grupy: płaskie atole, które wyrosły z koralowej rafy i górzyste wyspy pochodzenia wulkanicznego. Z samolotu, który po 6 godzinach lotu podchodzi do lądowania na Wyspach Marshalla widać wyraźnie, że Majuro jest zupełnie płaskim atolem -- jak się później okaże jedyną tego rodzaju wyspą na trasie całej podróży.

Połączone mostami wysepki atolu mają tani system komunikacji, zbiorowe taksówki. Opłata za przejazd wszędzie, między Ritą i Majuro Bridge, jest zryczałtowana i wynosi 30 centów. Ponadto na kraniec wyspy -- do Laury, gdzie na amatorów kąpieli czaka ładna plaża, kursują minibusy (opłata -- 1,50 USD). Za wstęp na Laura Beach pobierają opłatę
1 USD -- można w zamian korzystać z prysznica i toalet.

Najtańsze zakwaterowanie na atolu oferuje Majuro Hotel -- 29 USD za pokój z wiatrakiem, prysznicem i transferem na lotnisko. Warto wspomnieć, że opłata lotniskowa pobierana przy odlocie wynosi tu aż 15 USD.

Kosrae

Górzysta, pokryta bujną roślinnością wyspa otoczona jest białym pieścieniem rafy. Na maleńkim lotnisku na samolot oczekują przedstawiciele miejscowych hoteli. Niestety hotele są tu nieliczne i drogie. Najtańszym okazał się Sandy Beach, gdzie płaciłem 40 USD za pokój z klimatyzacją i prysznicem. (To gorsza strona samotnego podróżowania -- gdy podróżuje się we dwójkę te koszty się rozkładają). Za to mam idylliczne zakwaterowanie na skraju plaży. Zostawiam przepocone ciuchy i biegnę z maską i fajką do lazurowego i ciepłego jak zupa oceanu, podglądać koralowe ogrody i krążące wśród nich różnobarwne ryby.

Na wyspie jest już kilka taksówek, ale ja podróżuję autostopem -- najpierw do ruin kamiennych budowli na wyspie Lelu (wstęp 3 USD, ale przez podwórko sąsiedniej szkoły można wejść bezpłatnie), a potem na południe -- przez wioski, w których można podglądać codzienne życie wyspiarzy. W góry, do wnętrza wyspy wiedzie kilka kiepsko oznakowanych i zarośniętych szlaków pieszych. Stosunkowo dobrze utrzymany jest ten, który wiedzie na Mt Finkol -- najwyższe wzniesienie, ale i tu, wobec kilku bardzo śliskich odcinków, odradzam wędrówkę bez odpowiednich butów.

Pohnpei (Ponape)

Po drugiej wojnie światowej wyspy Mikronezji miały status Terytorium Powierniczego, którym w imieniu ONZ administrowały Stany Zjednoczone. Po powstaniu w 1979 roku Federacji Państw Mikronezji na Ponape zbudowano stolicę federacji -- Palikir, którą warto obejrzeć ze względu na architekturę nawiązującą swym stylem do tradycyjnego budownictwa Mikronezji.

Ponad stolicą wyspy dominuje charakterystyczna stroma skała -- Sokhes Rock, na którą warto się wdrapać dla wspaniałego widoku (stromo, miejscami po gałęziach drzew rosnących pod skałą, potem wzdłuż kabla energetycznego). Z tej skały kolonialne wojsko zepchnęło kiedyś zbuntowanych krajowców.

Na Ponape, znanej z działalności Kubarego, znajdują się również ruiny starożytnego miasta Nan Madol nazywanego Wenecją Pacyfiku. Miasto zbudowano na brzegu oceanu używając bloków bazaltu, przy czym pomiędzy wysepkami, na których wznoszono poszczególne budowle, przemieszczano się łodziami. Przed wycieczką do Nan Madol zalecam studiowanie miejscowej prasy, a dokładniej -- rubryki z godzinami przypływów (tides). Na terenie ruin najlepiej znaleźć się w momencie najwyższego poziomu wody -- wtedy pływając kanałami można więcej zobaczyć. O innych porach dnia dotrzeć można zazwyczaj tylko do najlepiej zachowanej budowli Nan Duwas, stojącej na skraju kompleksu.

Do Nan Madol najłatwiej dotrzeć łodzią, płynąc wokół wyspy wewnątrz pierścienia rafy. Miejscowe agencje turystyczne (polecam "Iet Ehu") organizują całodzienne wycieczki do Nan Madol zahaczając po drodze o Kepirohi Falls i wysepkę z dobrymi warunkami do snorkelingu. Kosztuje to aż 40 USD (z wliczonym lunchem i napojami), ale Nan Madol trzeba zobaczyć!

Guam

Wyspa, choć ma szeroką autonomię, jest praktycznie częścią terytorium USA. Ze względu na dobre drogi warto wynająć już na lotnisku samochód (lepsze stawki, gdy rezerwuje się przed wyjazdem z kraju -- ok. 35 USD na dzień). Łatwiej wtedy dojechać do tańszych hoteli (np. "Micronesia" -- 29 USD za pokój z klimatyzacją i prysznicem) i przy wyborze takiego sposobu zwiedzania dwa dni wystarczą w zupełności, aby poznać wszystkie turystyczne atrakcje na Guam.

Na przedmieściach Agany zgrupowane są duże, nowoczesne hotele plażowe nastawione na obsługę grupowej turystyki z Japonii, Korei i Tajwanu. W Tumun znaleźć można dobrze zaopatrzone w mapy i prospekty Biuro Turystyczne. Południowa część wyspy jest znacznie bardziej interesująca od północnej, gdzie zlokalizowana jest baza lotnicza i Park Pamięci. Warto wjechać na stromy, nadmorski klif Two Lovers Point. Poza nielicznymi zabytkami z czasów hiszpańskich na Guam przeważają atrakcje krajobrazowe -- zielone wzgórza, obramowane palmami zatoki Sella i Cetti, do których doprowadza pieszy szlak oraz Cocos Island. Warto zboczyć z głównej szosy szutrową drogą do malowniczych wodospadów Talofofo (wstęp 5 USD).

Yap

Wśród wyspiarskich krajów Mikronezji Yap wydał mi się najbardziej przywiązany do swoich starych tradycji i najmniej podatny na wpływ współczesnej cywilizacji.

Już na maleńkim lotnisku można się przekonać, jak niezwykłe jest to miejsce. W grupie oczekujących większość ludzi ubrana jest po europejsku, ale jest też spora grupa chłopców i mężczyzn noszących tylko czerwone i błękitne przepaski na biodrach, zawiązane w ten sposób, że odsłaniają pośladki. Wszyscy, włączając w to kobiety oraz bardzo oficjalnie wyglądających celników i funkcjonariuszy imigracyjnych, żują betel, dyskretnie spluwając od czasu do czasu na podłogę. Orzechy betelu barwią ślinę na czerwono. Gdy podczas rozmowy miejscowi otwierają usta odnosi się wrażenie, że język rozmówcy spływa krwią...

Na Yap nie ma linii autobusowych. Aby dostać się do centrum kulturalnego na północy wyspy, które oferuje najtańszy nocleg, trzeba poczekać do popołudnia na szkolny autobus, rozwożący dzieci z tutejszej high school. "Przejdź się tymczasem do Balabat, tam znajdziesz kamienne pieniądze!", poradzili mi w biurze turystycznym. "Tylko ostrożnie z fotografowaniem i wchodzeniem na prywatny teren. Na naszej wyspie każdy kawałek gruntu do kogoś należy. Zawsze pytaj o zgodę!" Pytam, choć nie zawsze jest kogo: wiejska droga prowadząca wśród plam, bananowców i krzewów taro rosnących na podmokłym poboczu jest pusta. Po jakimś kilometrze marszu pojawiają się wzdłuż niej większe i mniejsze kamienie, przypominające te z naszych starych młynów. To właśnie kamienne pieniądze, z których zasłynął Yap.

Kamienne pieniądze, nazywane przez Yapańczyków "rai", mają do trzech i pół metra średnicy i mogą ważyć nawet pięć ton. Gdy japoński administrator wysp zarządził w 1929 roku inwentaryzację wszystkich rai, wykazała ona istnienie na archipelagu ponad 13 tysięcy "monet". Chociaż pojedyncze ich okazy rozsiane są po całym obszarze Yapu, to większość kamiennych pieniędzy trzymana jest w "bankach" układanych przed chatami wzdłuż wioskowych dróg. Liczba kamiennych rai stojących przed chatą świadczyła o zamożności właściciela. Niegdyś można było nimi zapłacić za kawałek gruntu, łódź albo kobietę porwaną w sąsiedniej wiosce. Dziś w codziennym użyciu są dolary amerykańskie, ale w dalszym ciągu pod zastaw rai można zaciągnąć dług u sąsiada, czy wynagrodzić nimi wyrządzoną komuś krzywdę.

Popołudniowa jazda żółtym autobusem trwa nieco ponad pół godziny. Potem spływając potem pod ciężarem plecaka maszeruję ścieżką prowadzącą równolegle do morskiego brzegu. Za wsią złożoną z domków na palach ścieżka ginie niemal wśród zarośli. Czyżbym zbłądził? Po pół godzinie docieram do samotnego domostwa przy plaży, gdzie wita mnie szczekanie psów i znane mi już miejscowe pozdrowienie: -- Mogethin!

Bechiyal był kiedyś sporą wioską, miał największy, najpiękniej zdobiony rzeźbami i malowidłami dom spotkań -- pebei. Dziś mieszkają tu tylko dwie rodziny, a pebei, którego nie ma kto naprawiać, rozlatuje się ze starości: Przez dziury w dachu z palmowej strzechy widać słońce. Termity pracowicie podgryzają stare, ozdobne belki, które już dawno trzeba było wymienić. Nie ma komu -- te dwie rodziny to od biedy trzech mężczyzn zdolnych do pracy. Kobiety, które niegdyś przy użyciu kokosowych sznurków ozdobnie wyplatały szczyty budowli i połączenia belek, mają dość roboty przy gromadce dzieci...

Centrum kulturalne Yapu to właśnie to pebei, zgromadzona przed nim kolekcja kamiennych pieniędzy, podest spotkań, z osadzonymi w ziemi kamiennymi oparciami pod plecy, chata wodza i najlepiej zachowany -- faluw czyli męski dom, w którym zamieszkiwali niegdyś chłopcy i mężczyźni, ci, co nie założyli jeszcze własnych rodzin. Faluw nie ma drzwi, tylko okna osłonięte bambusowymi okiennicami. Stoi tuż przy plaży. Kiedy otworzyć na przestrzał klapy okiennic do środka wdziera się chłodna, ożywcza bryza. -- Chcesz tu spać? -- pyta George, opiekun skansenu. Fajnie by było, ale z moich podróżniczych doświadczeń wiem doskonale, czym to pachnie... -- A nie macie tu przypadkiem moskitier?

Materac z moskitierą znajduje się w domku obok i uzgadniamy, że tam, jako jedyny w tym tygodniu gość wioski Bechiyal spędzę dwie kolejne noce. A gdy słońce pochyla się nad horyzontem, George zaprasza do swojej chaty na posiłek. Można się najeść do syta: na dużym talerzu dostaję połówkę okazałej ryby, plastry gotowanego taro i yamu, ułożone w wachlarz kawałki owoców drzewa chlebowego i banany... A do picia mleko z zielonych kokosów wprost ze skorupy; nie przez plastykową rurkę, tylko przez kawałek cienkiej łodygi papai.

Palau

Archipelag Palau leży w tym miejscu, gdzie spotykają się wielkie prądy oceaniczne Pacyfiku. Sprawia to, że morska fauna bogata jest tu jak nigdzie indziej. Palau to raj dla miłośników snorkelingu i divingu -- nurkowania z fajką i butlą wypełnioną sprężonym powietrzem.

Centralne wyspy archipelagu połączone są mostami i można je wypożyczonym samochodem objechać w jeden dzień. Ale największą atrakcją Palau jest kilkadziesiąt drobnych wysepek (Rocky Islands) rozrzuconych na południe od Kororu. Oglądane z samolotu wyglądają jak garść szmaragdów rzuconych w szafirowy ocean. Oglądane z motorowej łodzi -- jak zielone grzyby wyrastające z morza. Możliwość obejrzenia wysp z powietrza stwarzają małe Cessny "Paradise Air" latające z grupowymi czarterami i regularnymi rejsami na wyspę Pelieu, ponad Rocky Islands. W obu przypadkach koszt wynosi ok. 60 USD.

Małe agencje turystyczne z Kororu organizują wycieczki motorowymi łodziami dla amatorów nurkowania, na życzenie pozostawiając turystów na wyspach na noc lub nawet kilka dni.

W rejonie Palau występują w oceanie gigantyczne małże (giant clams), które można zobaczyć w basenach instytutu badawczego fauny morskiej -- warto!

Podobnie jak na wszystkich pozostałych wyspach Mikronezji jednostką monetarną jest tu dolar USA, co pozwala uniknąć kłopotliwych wymian pieniędzy. Opłata lotniskowa na Palau wynosi 10 USD.

 

Ż Rozmaitości ze świata  Ż

Ponad 11 tysięcy młodych hinduskich żon w ciągu ostatnich trzech lat popełniło samobójstwo albo zostało zamordowanych z powodu za małego posagu.

Oficjalne statystyki świadczą, że liczba zabójstw kobiet, które nie mają pieniędzy na wypłacanie coraz to nowych datków dla rodziny męża wciąż rośnie.

Instytucja posagów została w Indiach prawnie zakazana w 1961 roku, ale nie spowodowało to większych zmian. Społeczeństwo potępia nie tych, którzy żądają posagów, ale tych, którzy nie płacą. A wypłat żądają wszyscy -- od bogaczy do żebraków.