Jan Węgrzyk

Dziennik wyprawy
Kenia -- Tanzania

Dzień 1  14.03.97

Przelot Warszawa (11.40-13.50) Amsterdam (23.40-09.50) Nayrobi, Liniami KLM, w cenie 817 USD (bilet powrotny).

Dzień 2  15.03.96

Po wylądowaniu na lotnisku (zmiana czasu +2 godziny) załatwiliśmy wizy -- 30 USD. Za 15 USD na 8 osób, po 20 minutach dojechaliśmy do "Mama Roche Camp"-- nocleg 140 szylingów od osoby (kurs 1 USD = 57 SH - szylingi kenijskie).

Wyjazd do miasta.

Wypożyczyliśmy mikrobus "Toyota" dla 7 osób, w cenie 21,5 SH za kilometr, na okres dziewięciu dni. Spisaliśmy umowę i wyznaczyliśmy orientacyjny plan trasy.

Jutro o 8.00 wyjazd!

Dzień 3  16.03.96

O 9.00 wyjechaliśmy do miasta kupić potrzebne rzeczy: chleb (pokrojony) 37 SH, bułki (pakowane po 6 sztuk) 24 SH, 1,5 l wody 27 SH, mydło 15 SH, film Fuji 170 SH, piwo Tusker 45 SH, lampa naftowa 200 SH, 1 l paliwa 36 SH.

O godz. 10.30 opuściliśmy Nayrobi i pojechaliśmy przez Thika, Sagara i Naniuki (przekroczenie równika; można nabyć certyfikat za jedyne 200 SH). Podobny certyfikat otrzymuje bezpłatnie każdy, kto przekroczył równik, od firmy wynajmującej mu samochód. Przy wjeździe do parku narodowego Buffalo Springs byliśmy ok. 16.00. Tam też za zgodą rangersów rozbiliśmy obóz.

Dzień 4  17.03.96

Wstaliśmy przed wschodem słońca. Wjazd do parku narodowego kosztował 1300 SHY od osoby. Warto było pojechać, bo teren wspaniały i bardzo dużo zwierząt: kilka gatunków antylop, słonie, żyrafy, zebry, bawoły, lwy, guźce, strusie, małpy. Noc spędziliśmy na terenie parku. Przydzielono nam dwóch uzbrojonych rangersów za opłatą 200 SH od osoby.

Dzień 5  18.03.96

O godzinie 8.00 wyjazd z parku nad jezioro Baringo przez tereny Samburów. Przejazd przez wioski Wamba, Kisima i Tangulbei. Po drodze niesamowite krajobrazy i ogromne przestrzenie. Czasami sotykaliśmy Samburów wypasających bydło. W tym rejonie byliśmy intruzami, parę razy obrzucono nas kamieniami, a nawet raz rzucono dzidą, na szczęście z daleka.

Przed 17.00 dotarliśmy nad jezioro Baringo. O tej porze roku poziom wody jest niski, a jej klarowność taka, jak w gliniance. Było dużo ptactwa, głównie flamingi. Widzieliśmy hipopotamy z nieco już podrośniętymi młodymi.

Samochód nadawał się do remontu. Noc spędziliśmy we wsi Samaki, za 250 SH od osoby.

Dzień 6  19.03.96

Skoro świt wypłynęlismy na jezioro w towarzystwie miejscowych chłopców, odwiedzając przy okazji wioskę na jednej z wysp na jeziorze. Obok znajdowała się druga, o stromych brzegach, bezludna, ponoć mieszkały tam demony, rzekomo uśmiercające każdego, kto zaryzykował spędzenie tam nocy. Miejscowi traktowali to bardzo poważnie. Około południa powróciliśmy do bazy.

Za łódź zapłaciliśmy 2400 SH. Po powrocie od razu wyjechaliśmy nad Jezioro Wiktorii do Kisumu. Na miejsce dotarliśmy jeszcze przed zachodem słońca. Zatrzymaliśmy się w hotelu "Beograd" za jedyne 150 SH od osoby. W hotelowej restauracji mogliśmy podziwiać prawdziwy "folklor-burdel".

Dzień 7  20.03.97

Cały dzień spędziliśmy w miejscowości Kisum. Rano wyjazd do portu. Pytaliśmy o wizy do Tanzanii, niestety można załatwić tylko do Ugandy. Pojechaliśmy kilka kilometrów poza miasto nad jezioro Wiktorii. Widzieliśmy puszczę papirusową, sporo ptaków, a na papirusach dużo łaciatych żabek. Woda w jeziorze była czysta. Przed wieczorem powróciliśmy do miasta.

Dzień 8  21.03.96

Tuż po 7.00 wyjazd z Kisumu. Przez Nakuru i Naywasha (krajobrazy niezbyt ciekawe) wyruszyliśmy do Parku Narodowego Masaj Mara. O godzinie 17.00 dotarliśmy do celu. Zdecydowaliśmy się na wjazd i nocleg na terenie parku, przez co musieliśmy zapłacić podwójny wstęp (2 ´ 27 USD).

Dzień 9  22.03.96

O świcie wyruszyliśmy w teren. O tej porze roku zwierzęta z Parku Narodowego Serengeti zaczynają dopiero swoją wędrówkę na tereny Parku Masaj Mara. Z tego powodu zwierząt nie było zbyt wiele. Spotkaliśmy mimo to stada antylop, zebry, żyrafy, słonie, gazele, hieny, pawiany oraz lwy. Potem pojechaliśmy nad rzekę Mara, gdzie widzieliśmy sporo hipopotamów i krokodyli, a do tego wspaniałe motyle. W sumie wrażenia -- "odlot z dymem". Po południu pojechaliśmy do wioski Masajów -- całkiem fajnie. Wieczorem wróciliśmy na biwak w Parku.

Dzień 10  23.03.96

O godzinie 8.00 opuszczamy Park Narodowy Masaj Mara. Za noclegi (plus ochrona rangersów) zapłaciliśmy 500 SH od osoby. Planowaliśmy pojechać nad słone jezioro pomiędzy Nakuru i Naiwasha, ale zrezygnowaliśmy, bo miejscowi chcieli za dojazd 500 SH na twarz! Pojechaliśmy do Naiwasha na nocleg. Hotel "Wambuku" za 300 Sh od osoby; niezły, obsługa uprzejma, czasem nawet nadgorliwa.

Dzień 11  24.03.97

Po śniadaniu wyjazd nad jezioro Naiwasha. Dosyć dużo ptactwa wodnego, papugi, wiele motyli; w sumie dosyć ciekawie.

Około południa wracamy do Nayrobi. Zatrzymaliśmy się w hotelu "Greton" za 950 SH za dwie osoby. Hotel jest dokładnie strzeżony. Zaskoczyło nas bardzo dobre śniadanie (oceniliśmy je na około 150-180 SH). Wieczorem kupiliśmy bilety na Arusha Express za 400 SH od osoby.

Dzień 12  25.03.97

O godzinie 8.00 wyjechaliśmy autobusem z Nayrobi, a na granicę w Namanga dotarliśmy o 10.00. Trzeba wypisać kartę opuszczenia Kenii i załatwić wizę do Tanzanii za 14 USD (bez problemu). Załatwienie formalności wraz z odprawą celną trwało 40 minut (sprawdzają żółte książeczki szczepień). Do Arushy dojechaliśmy o 12.30. Z hotelami nie ma tam problemu. Są w cenach 1500-1800 SH od osoby (1 USD = 542 SH -- szylingi tanzańskie).

Dzień 13  26.03.96

Po godzinie 7.00 wyjechaliśmy do Parku Narodowego Arusha. Wstęp 20 USD od osoby i 20 USD na grupę dla rangersa. Wyruszyliśmy pieszo do lasu deszczowego. Chodziliśmy około 5-6 godzin. Pełno storczyków. Drzewa porośnięte paprociami, mchami i innymi epifitami. Spotkaliśmy małpy czarno-białe (gereza białobroda), a oprócz tego masę motyli. W drodze powrotnej widzieliśmy wodospad. Przeszliśmy kilkanaście metrów od żyraf i stada bawołów -- broń musiała być w pogotowiu. Potem jeziora i krater. Słowem -- było super! Po naszym powrocie, około godziny 19.00, lunął deszcz i padał całą noc.

Dzień 14  27.03.97

O godzinie 8.00 pojechaliśmy autobusem do Dar Es Salaam (cena biletu 6500 SH). Za oknem góry i murzyńskie wioski -- prawdziwa Afryka Dzika. O 16.00 byliśmy na miejscu. Pierwsze wrażenie -- straszne miasto. Jasne budynki pokryte grzybem, wilgotno i duszno. Nocleg mieliśmy w Dar Es Salaam w Quest Hotel (4300 SH za pokój dwuosobowy). Prymityw straszny i sporo robactwa. Z okna widok na niezbyt ciekawe szczury.

Dzień 15  28.03.96

Rano potwierdziliśmy bilety powrotne w biurze KLM, a o 11.15 wypłynęliśmy statkiem na Zanzibar (bilet kosztuje 10 USD w klasie I z klimatyzacją plus 5 USD opłaty portowej), dokąd dotarliśmy o godzinie 16.00. Wynajęliśmy samochód za 1000 SH od osoby i pojechaliśmy na wybrzeże wschodnie.

Około 1,5-2 kilometrów od wsi Bwejuu znaleźliśmy mały hotel za 7 USD od osoby (warunki całkiem przyzwoite). Miejsce super, wyspa cała zielona, przede wszystkim palmy kokosowe.

Dzień 16  29.03.96

Po śniadaniu poszliśmy popływać na rafie znajdującej się około 1000 metrów od brzegu. Z początku było płytko i niezbyt ciekawie, ale dalej zaczęło się robić głęboko i to był początek królestwa raf koralowych, pełnego prześlicznych ryb.

Po południu wyprawa na północ wyspy.

Dzień 17  30.03.96

Do południa byliśmy we wsiach Bwejuu i Paje. Przed domami pełno kobiet plotło liny z włókien kokosowych. Po południu popłynęliśmy na rafy koralowe. Nocą siedzieliśmy przed naszym hotelikiem. Nad nami z palmy na palmę skakały nocne małpiatki, zwane przez tubylców "bush baby".

Dzień 18  31.03.96

Dziś cały dzień pławiliśmy się w morzu.

Dzień 19  1.04.97

Jedziemy do lasu deszczowego w okolicy wsi Jozami. Nazwa adekwatna, bo leje, że aż strach.

Prawdziwy las tropikalny -- roślinność niesamowita, piękne paprocie, pnie drzew porośnięte storczykami i mchami.

Potem ruszyliśmy na południe wyspy do Kizimakazi, aby ponurkować na wspaniałej rafie. Przy wjeździe do wsi wyrżnęliśmy w drzewo -- nasz "Land Rover" rozbity, my na szczęście cali, więc nic się nie stało. Poszliśmy popływać. Wróciliśmy około 18.30 do hotelu.

Dzień 20  02.04.96

Po śniadaniu urządziliśmy wycieczkę do pięknej zatoki Chwaka Bay z ogromnymi bagnami, mangrowcami i mnóstwem krabów "uca". Późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu.

Dzień 21  03.04.96

Dziś cały dzień pławiliśmy się w morzu. Mocno otarłem nogę na koralach.

Dzień 22  04.04.96

O godzinie 11.00 opuściliśmy Bwejuu. Po półtoragodzinnej jeździe bardzo złymi drogami wyspy dojechaliśmy do miasta Zanzibar, za 2500 SH od osoby. Całe popołudnie mieliśmy na zwiedzanie miasta, które warto zobaczyć. Około 23.00 wypłynęliśmy z portu.

Dzień 23  05.04.96

O godzinie 7.00 zeszliśmy na ląd w Dar Es Salaam. Samochodem za 1500 SH za 6 osób pojechaliśmy do hotelu Holiday (pokój 4100 SH za 2 osoby). Wzięliśmy jeden pokój na przechowalnię bagażu. Mieliśmy prawie cały dzień na zobaczenie stolicy Tanzanii. Główną atrakcją okazały się dwie ogromne podziemne hale targowe, gdzie handlowano owocami. Było to coś strasznego -- gorąco, parno, duszno, do tego smród, brud i pełno robactwa.

O godzinie 16.00 pojechaliśmy na lotnisko (7000 SH za 6 osób, 15 minut jazdy -- przepłacone). Na lotnisku nie prześwietlają bagaży, ale sprawdzają wszystko osobiście. Po odprawie szczęśliwie wystartowaliśmy do Amsterdamu, a następnego dnia byliśmy w domu.