Anna Olej

Wyprawa do Tybetu

Termin wyjazdu: 3.08 - 01.10.1994

Warszawa - Moskwa - Ałma-Ata

Nasza wyprawa rozpoczęła się w Warszawie, skąd wyruszyliśmy pociągiem do Białegostoku (o 21:00 odjazd z Warszawy Zachodniej, a o 23:30 przyjazd do Białegostoku). Tam na dworcu drobne koczowanie, hartujące nas przed trudami dalszej podróży i o 04:10 wyjazd do Grodna, dokąd przyjechaliśmy o 8:30).

O 13:40 załadowaliśmy się do pociągu-sauny (okna "zakryte na zimu") i o 11:00 dnia następnego dotarliśmy do Moskwy. W pociągu obowiązkowo należy zapłacić za korzystanie z pościeli. Mając bilety jak dla miejscowych, w przedziale zwanym "kupe", w cenie ok. 5-7 USD (łapówki wliczone), mimo, że wyglądamy na innostrańców, nikogo to nie interesuje. Ponieważ w Moskwie pociągi z Warszawy przyjeżdzają na Dworzec Białoruski, trzeba przejechać metrem na Dworzec Kazański. Aby wejść na peron, trzeba posiadać bilety.

O 20:15 wyjazd z Moskwy, czwartego dnia o 07:00 przyjechaliśmy do stolicy Kazachstanu - Ałmaty. Tym razem jechaliśmy, mając bilet dla obcokrajowców (kupe - 80 USD/os). Na kolejnych stacjach ceny niższe, niż w stolicy (należy się targować): chleb 0,50 USD, wiadro pomidorów, gruszek (5-7 litrowe) ok. 0,50-0,70 USD, duży arbuz 1-1,5 USD.

Ałmaty - Yining - Urumchi

Po przyjeździe do stolicy Kazachstanu, "z marszu", o 7:50 wsiadamy do pociągu do Saryozeka. Płacimy 7 USD od osoby. Bezpośredni pociąg Ałmaty - Urumchi kursuje w poniedziałki i w piątki przez przejście kolejowe w Drużbie i jest to w efekcie chyba tańszy i wygodniejszy sposób przedostania się na teren Chin. Po kilku godzinach dotarliśmy na miejsce, gdzie pozostało nam czekać do godz. 20:00 na autobus do Panfiłowa. Jakaś miła pani z kasy zaprosiła nas do tutejszej przechowalnio-noclegowni, gdzie mogliśmy się nieco odespać (za cenę 0,5 USD od osoby). Mieliśmy trudności z ustaleniem ceny biletu, bo w kasie podawano nam ceny od 3 do 10 USD. Ostatecznie zapłaciliśmy 3 USD z tym, że autobus przyjechał z trzygodzinnym opóźnieniem. Po drodze zaczęła się strefa wolnocłowa, co oznaczało w praktyce opłatę po 10 USD od obcokrajowca. Po godzinnej awanturze daliśmy za wygraną. Definitywnie, tanie podróże po dawnym Związku stały się przeszłością. O 3 rano dojechaliśmy do Panfiłowa, skąd autobus do Chin odjeżdżał dopiero o 7 rano. Ceny "wolnocłowe" : butelka napoju 1,5 l = 5 USD, itp. Bilet Panfiłow-Yining kosztował 9 USD (do granicy w Khorgos 7 USD), z możliwością bezpłatnego przewozu 15 kg bagażu. Za każde 5 kg nadwagi płaci się extra 2 USD. Przyjazd do Yiningu o 17:00. Jeśli się jedzie tą trasą, to warto skorzystać z kursowego autobusu, bo oznacza to krótsze postoje na granicy. Nie należy dać sobie wmówić, że po drodze znowu trzeba płacić w USD jakąś opłatę przewozową!

Na wszelki wypadek, przy przekraczaniu granicy, dobrze jest wyjąć filmy z plecaka i mieć je przy sobie, lub owinąć specjalną folią, bo podobno te graniczne "rentgeny" czasem działają za mocno. Po chińskiej stronie nasze plecaki "potraktowano" chlorem z rozpylacza (!), a my wypełnialiśmy kolejne deklaracje (za zrobienie spisu naszej 4-osobowej grupy zapłaciliśmy 2 USD). Autobus kursowy ma tą zaletę, że kończy przejazd przed hotelem, gdzie jest szansa, że ktoś mówi po rosyjsku, co nieci łagodzi kulturowy szok.

W Chinach większość autobusów kończy trasę przy tamtejszych hotelach robotniczych, z czego warto korzystać, choć zdarza się, że obcokrajowców nie chcą wpuścić. Często za pokój należy zapłacić kaucję, zwrotną przy wyjeździe. W  Yiningu za pokój 2-osobowy zapłaciliśmy 40Y. 1USD = 8-8,5 Yuanów (Y).

Przejazd Yining - Urumchi. Ceny biletów kolejowych: 40Y /hard seat/ lub 100Y /hard sleeper/. My zdecydowaliśmy się na jazdę autobusem. O 7:00 wyruszyliśmy z Yining. Potem czekała nas niespodzianka, bo o 21:00 zatrzymaliśmy się w Usu na nocleg. Wyruszyliśmy dalej dopiero o 8:00 następnego dnia, aby ok. 18:00 osiągnąć Urumchi. Jak się okazało, autobusy w tym regionie nie jeżdżą nocą. Ceny w Chinach są różne, generalnie w sklepach się nie targuje. Przykładowo: piwo - 3Y, arbuz duży - 3Y, suszone morele 1kg - 13Y, nocleg w akademiku 11Y, autobus po mieście 0,5Y, danie mięsno-ryżowe 6Y, zupa 1,5Y.

Na wszystkich rozkładach obowiązuje czas pekiński (czyli np. w Urumchi jest to o 3 godziny wcześniej niż miejscowy) i zawsze należy się upewnić, według jakiego czasu nastąpi odjazd.

Urumchi - Dueng Hueng - Golmud

Kupiliśmy bilet kolejowy hard seat za 125Y (cena dla obcokrajowców). Okazało się, że u konika można kupić bilet hard sleep (rodzaj kuszetki) za 125Y od osoby czyli za cenę dla miejscowych. Mogą być jednak problemy (dla cudzoziemców) z wykorzystaniem takich biletów. Okazało się, że Hongliuan - dokąd chcieliśmy jechać - to to samo co Liuan, ale ustalenie tego zajęło nam dwie godziny.

Wyjazd z Urumchi o 16:49, a o 08:59 rano następnego dnia jesteśmy w Hongliuan. Po lekkim śniadanku pojechaliśmy mikrobusem do Deng Hueng (Mingshoshan wg. mapy World Cart). Odjazdy co godzinę, bilet 10Y/os + 5Y bagaż. Jedzie się ok. 2,5 godziny.

Deng Hueng to mała mieścina, pełna turystów ze względu na Mogao Caves, czyli wykute w skałach świątynie z pięknymi malowidłami i rzeźbami. Na pewno warto tu przyjechać w drodze do Tybetu. Są tu jeszcze takie atrakcje, jak kopia XIV-wiecznego miasta zbudowana w 1987 na potrzeby filmu chińsko-japońskiego (mekka japońskich wycieczek) oraz jeziorko z pagodą pośród wydm pustyni. Aby wszystko zobaczyć (rozrzucone w sporej odległości od siebie), warto wziąć wycieczkę oferowaną w hotelu lub wynająć moto-rikszę. Cena ok. 20 - 25Y/os.

Wstępy generalnie drogie: groty Mogao - 80Y (nie można wnosić aparatów fotograficznych ani żadnych toreb), wejście na pustynię - 20Y, do "starego miasta" - 12Y. W Deng Huengu nocowaliśmy w Deng Hueng Hotel 2, gdzie za noc w dziesięcioosobowym dormitorium zapłaciliśmy 10Y/os. Trzeba sprawdzić ceny u turystów zagranicznych, bo autochtoni czasem je zawyżają. Nam podali 20Y/os, zeszli na 15Y/os i dopiero gdy powiedzieliśmy, że znamy cenę - 10Y, ustąpili. W miasteczku są knajpki z menu po angielsku. Należy zawsze wcześniej ustalić, czy cena w karcie odpowiada aktualnej wartości posiłku (może się okazać, że kartę pisał jeszcze ojciec obecnego właściciela). Przykładowe ceny: talerz ryżu + kurczak + pomidor = 4 - 5Y, piwo 3Y, cola 4Y (tyle co w sklepie), potrawy na gorąco typu drugie danie 9 - 10Y, sałatki 3 - 4Y.

"Zaczęły się schody", bo do Golmud można przejechać tylko kupując bilet w CITS (rządowe, oficjalne biuro podróży dla obcokrajowców), gdzie cena kilkakrotnie przerasta koszt biletu dla miejscowych. W CITS bilet kosztuje 200Y, po pokazaniu papierka, ze jesteśmy w podróży służbowej (lub legitymacji studenckiej) - 100Y. Za to przejazd w drugą stronę: Golmud - Dueng Hueng jest dużo tańszy: 80Y bilet normalny, a dla studentów 40Y. Na dworcu nie sprzedaje się biletów turystom. Gdyby nawet zakupu dokonał miejscowy i tak nie zostaniemy wpuszczeni do autobusu.

Uwaga! Planując podróż po Chinach podstawową rzeczą jest zaopatrzenie się w legitymację studencką dla obcokrajowców, uczących się w CHRL. Kosztuje ok. 50 - 100Y, ale warto, i można ją kupić w Pekinie, Xiningu, Chengdu i innych większych miastach, gdzie są turyści. Płaci się dzięki niej połowę (lub mniej) za przejazdy i wstępy. Jeśli się nie ma tej legitymacji, to można spokojnie od kogoś pożyczyć na czas kupowania lub zwiedzania. Zdjęcie nie musi być podobne, ważne by mniej więcej zgadzała się płeć. Mam wrażenie, że dla Chińczyka każdy biały wygląda tak samo.

Wyjazd autobusu o 08:00, przyjazd do Golmud o 01:00 w nocy. Autobusy są przystosowane dla statystycznego Chińczyka, czyli małe, wąskie siedzenia i nie ma co zrobić z nogami. W Golmud jest tylko jeden hotel dla obcokrajowców, gdzie za noc w 17-osobowym dormitorium zapłaciliśmy 10Y/os. Bilet (kupiony w CITS) za przejazd do Lhasy kosztuje 1060Y lub 960Y dla studentów. W cenie jest trzydniowe zwiedzanie Lhasy z przewodnikiem. Jeśli ma się szczęście lub zna chiński, można próbować pojechać autobusem dla miejscowych odjeżdżającym sprzed dworca kolejowego. Jest to nielegalne, ale wychodzi znacznie taniej, bo 300 - 500Y. Autobusy SIDA odjeżdżają trzy razy dziennie. Przejazd Lhasa - Golmud jest zdecydowanie tańszy: 400Y, z legitymacją studencką 200Y. Znam osobiście cztery osoby, które się tak do Tybetu dostały (w tym dwoje to Polacy nie mówiący językiem Mao), i co najmniej 10 opowieści mrożących krew w żyłach o osobach, które nie tylko straciły te 500Y, ale miały też potem poważne kłopoty (władze stosują kary finansowe dla turystów, którzy nie przestrzegają przepisów).

Golmud - Lhasa

Wyjazd o 10:00 z Golmudu. Po 30 minutach, za miastem, pierwszy posterunek kontrolny. Potem, mimo, że przejeżdżaliśmy inne punkty, nie sprawdzano nas - może dlatego, że w rządowym autobusie każdy biały, który do niego wsiadł, musi mieć przepustkę. Inaczej po prostu nie wsiądzie. Przejazd trwał 36 godzin non-stop (z dwiema przerwami na jedzenie - o 12:00 pierwszego dnia i o 14:00 dnia następnego). Czasem jest krócej, czasem dłużej. Warto mieć przy sobie coś do jedzenia, picie, witaminę C (łagodzi skutki zmiany wysokości) i aspirynę ("rozrzedza" krew). Ponieważ jedzie się nocą na dużej wysokości (najwyższe przełęcze - 4000 i 5100 m npm), dobrze jest zabrać czapkę i ciepłą kurtkę, oraz spodnie z długimi nogawkami. Jest naprawdę zimno i czasem wieje przez szpary w oknach.

Po przyjeździe do Lhasy, z dworca autobusowego mikrobus zawiózł nas do hotelu (Banak Shol Hotel). Ceny w całym mieście takie same: najtańsze pokoje (czteroosobowe) kosztują 25Y/os, a dwuosobowe 30-50Y/os. Jak wszędzie w Chinach, tak i w Tybecie w pokojach są termosy z wrzątkiem, więc można sobie przygotować picie lub małe co nie co.

W Lhasie również warto mieć legitymację. Ceny wstępów: Potala 45Y (z leg. 15Y), Norbulinka 20Y, Drepung 10Y, Sera 5Y. Podobno w Tybecie jest tylko pięć dni deszczowych w roku. W praktyce dobrze jest mieć kurtki przeciwdeszczowe, bo jednak dość często niebo się zasnuwa. Najlepsze miesiące do zwiedzania to lipiec - sierpień; można chodzić w krótkich spodenkach, choć z drugiej strony lepiej nosić rzeczy długie i przewiewne, bo bardzo łatwo jest się spalić na słońcu. Dobrze jest też zaopatrzyć się w kapelusz z dużym rondem, bo kremy UV dość szybko topią się w upale.

Bardzo często za robienie zdjęć we wnętrzach trzeba płacić (zwykle 10 - 20Y, w Potali nawet i 110Y za zdjęcie!). My w tym celu mieliśmy masę aspiryny i zdjęcia Dalaj Lamy (kupione na targu za 1Y), co bardzo pomagało nawiązać przyjazny kontakt.

W Lhasie można kupić wszystko - skończyły się czasy gdy Golmud był ostatnim etapem zaopatrzenia. Ceny: talerz warzywek 6 - 10Y, gruszki 5 - 6 Y za kg. Trzeba się targować, najlepiej na targu Baghor. Można też kupić chińskie puszki rybne (ok. 6Y), ale są obrzydliwe, więc nie polecam. Wypożyczenie roweru 2Y/godz. + kaucja 400Y. Przelot do Kathmandu 1790Y, autobus Lhasa - Kathmandu 240Y (Kathmandu - Lhasa 300Y).

Bilet na autobus do Ganden, kupowany na starym dworcu autobusowym koło Jokhangu, kosztuje 30 Y, a na nowym ok. 90Y. Podobnie rzecz się ma z biletami na autobus do Shigatse (40Y ze starego dworca). Są to autobusy z pielgrzymami, które zwykle odjeżdżają rano (7:00 - 8:00), a bilety kupuje się u kierowcy. O tym, że należy się zawsze upewnić co do ceny, przekonała się dwójka Holendrów - zażądano od nich 180Y. Wykłócili się na 80Y, ale to i tak sporo. Z reguły na postojach herbata podawana jest bezpłatnie, ale od naszych znajomych po posiłku zarządano 10Y od szklanki! Takie rzeczy nie zdarzają się często, ale lepiej uważać.

Lhasa - Samye - Nagarze - Lhasa

Kolejny etap to przejazd do Samye. Odjazd następuje, gdy zapełni się kolejny autobus (w naszym przypadku, zamiast o 7:30 odjechaliśmy o 9:00). Bilety kupuje się u kierowcy. Ceny: 27Y na starym dworcu a 90Y na nowym. O 19:15 byliśmy przy promie (przeprawa kosztuje 2Y/os). Po godzinnej przerwie jeszcze godzinę jechaliśmy traktorem do wioski (5Y). Jest tam jeden hotelik (6Y za noc w czteroosobowym pokoju). Brak w nim łazienek, a mycie praktykowane jest w strumieniu przepływającym ok. 150 metrów od hotelu. Na pocieszenie rano dostaje się do pokoju duży termos z wrzątkiem. Prąd jest włączany w godzinach 20:30 do 22:00 lub 23:00. Ceny: ryż z warzywami lub mięsem 3Y, makaron z warzywami lub mięsem 3Y, piwo 3Y, kalafior 6Y, napoje w puszkach 4,5Y. Generalnie życie na prowincji jest dużo tańsze, ale też wyboru żadnego nie ma. Przydają się wtedy zupki w proszku jako odmiana (można zagęszczać ryżem).

W klasztorze obowiązuje opłata za zdjęcia (10Y). Dwie paczki aspiryny i zdjęcie Dalej Lamy pozwoliło nam szaleć 2 godziny z aparatami po całej świątyni.

Z Samye wróciliśmy tą samą droga (8:00 wyjazd, 9:00 prom, a o 10:00 autobus do Lhasy). Można pojechać w przeciwną stronę do Tsetongu "stopem", ciężarówkami (zabierają - ceny do negocjacji). Trochę niekonwencjonalnie chcieliśmy przejechać do Gyantse omijając Lhasę z dala. Po dwóch godzinach zabrała nas ciężarówka do Nagarze (od mostu na Brahmaputrze koło Chushul około pięć godzin jazdy). Zapłaciliśmy 50Y za 4 osoby.

Nocleg w Nagarze (leży na wys. 4500 m npm) kosztował 10Y/os.

Przez dwa dni usiłowaliśmy wydostać się w kierunku Gyantse, ale okazało się to utopią. Autobusy nie kursowały, a ciężarówki na tej trasie nie chciały brać obcokrajowcow (grożą za to duże kłopoty).

Uwaga! Jadąc z Lhasy po przygodę, nie zapomnij zabrać wystarczającej ilości yuanów. Na wsi po prostu dolar jest nieznany. Proponowano nam wymianę 10Y za 10 USD, gdy zaczęły kończyć się nam pieniądze. Lepiej więc zawczasu wymienić w dużym mieście dolary (lub inną walutę), bo potem mogą być prawdziwe kłopoty.

Ostatecznie za 70 Y (na cztery osoby) zabraliśmy się ciężarówką do Doilungdegen leżącego ok. 20 km przed Lhasą. Z Nagarze jest to około 5 godzin jazdy malowniczymi serpentynami obok jeziora Yamdrok Yamtso. Dalej mikrobusem dotarliśmy (5 Y) do Lhasy. Tym razem nocowaliśmy w osławionym Snowland Hotel (czteroosobowe dormitorium - 25 Y, pokój dwosobowy 30 Y; prysznice z gorącą wodą, czynne całą dobę). W pobliżu hotelu znaleźliśmy urocze knajpki Tashi 1 i  Tashi 2 - znane miejsce spotkań i dobrego jedzenia.

Lhasa - Shigatse - Granica

Po poprzednich doświadczeniach pojechaliśmy autobusem prosto do Shigatse (8:00 rano z dworca autobusowego przy Jokhang; 30Y/os; czas jazdy ok. 8 h). Nocowaliśmy w Tensin Hotel (20Y w dormitorium). Wstęp do klasztoru: 10Y, jedno zdjęcie 50Y (!). Godziny otwarcia klasztoru zmienne - wszystko zależy od tego, czy nie ma właśnie jakiegoś kolejnego święta. Jeśli się chce pojechać do Gyantse, Sakya, Everest Base Cam, to trzeba w PSB (tamtejsza bezpieka) wykupić permit za ok. 10Y. Można też przedłużyć wizę za dodatkową opłatą (ok. 20Y za tydzień). Lepiej te permity mieć, bo znajomi Francuzi zapłacili w Gyantse 50Y/os kary, choć z drugiej strony poznani na trasie Holendrzy wykupili sobie permit na cały region Everestu i granicy (za 170Y) i nikt ich o niego nie spytał...

Stąd wniosek, że prawo Murphy'ego działa również w Azji.

Z Shigatse do granicy nepalskiej kursują w każdy piątek autobusy (wyjazd o 7:30). Bilet kosztuje 150Y (z legitymacją - 112Y). Dojeżdżają one do Lao Tingri, gdzie jest nocleg i następnego dnia rano jedzie się do granicy. Można też dojechać do Xin Tingri (91Y, z legitymacją - 68Y), skąd jest baza wypadowa w góry i do bazy Everestu. W Xin Tingri jest tylko hotel Ouomolungma (pokoje dwoosobowe - 250 Y, trzyosobowe 320 Y, łóżka w dormitorium - 30 Y). Tak wysokie ceny wynikają z faktu, że tutaj nocują turyści jadący jeepami do bazy Everestu.

W Lhasie i Shigatse o tych autobusach nie ma informacji. Z Shigatse do granicy kursują także codziennie mikrobusy (cena - 150Y/os, ale trzeba się targować, bo mogą jako pierwszą cenę podać np. 1200Y). Nie udało nam jednak ustalić, skąd odjeżdżają.

Uwaga! 7 km za hotelem Ouomolungma jest punkt kontrolny, gdzie jest idealne miejsce do "łapania stopa", bo wszystkie pojazdy się tutaj zatrzymują. Zgodnie z przewodnikiem Lonely Planet skręt do Cho (pierwszej wsi na trasie do Everest B.C.) jest 11 km za punktem kontrolnym. Pomyłka! Skręt jest 3 (słownie: trzy) kilometry za check point, przy słupku 5145 km. Lonely Planet używał innej numeracji km stone, ale przez ostatnie dwa lata zmieniła się ona całkowicie.

Po trzech dniach włóczęgi po górach (wynajęcie jaka z "obsługą" kosztuje za każdy dzień 30 Y) wróciliśmy "stopem" do punktu kontrolnego. Można tu też przenocować za 15Y (po dłuższych targach nawet i za 10 Y), co jest lepszym punktem wypadowym na trasę Everestu. Do granicy dojechaliśmy ciężarówką (50Y/os). Wyruszyliśmy o 16:30, a o 23:30 zatrzymaliśmy się na nocleg (10 Y/os) w Naylam. Rano wyjazd i po półtorej godzinie jazdy dotarliśmy do przejścia granicznego w Khodari.

Pas graniczny to 10 km do przejścia (z Tybetu jest to w dół) i ewentualnie można wynająć tragarza do przeniesienia plecaka (ok. 20Y). Jeśli ma się yuany, to można je od razu wymienić "na czarno", bo dają taką sama cenę jak w banku: 1Y = 66 RpN (rupii nepalskich). W banku za 1USD otrzyma się 48 RpN a na czarnym rynku 53 RpN. Inflacja nieznaczna, bo 2 lata temu czarnorynkowy kurs wynosił za 1USD 52 RpN.

Granica - Kathmandu

Na przejściu granicznym wizę nepalską uzyskuje się od ręki. Jej cena zależy od długości planowanego pobytu. Z Kathmandu do Khodari kursuje autobus (cena 45RpN; wyjeżdża o 7:00 rano i jedzie 7 - 9 godzin). W Kathmandu najtańsze hotele znajdziemy w dzielnicy Thamel. Pokój dwuosobowy można znaleźć już w cenie 50 RpN/os, co nie jest ceną wygórowaną. Ale oczywiście należy się targować i nie zrażać tym, że na wizytówce widnieje cena np. 8 USD. W ogóle Nepal to oaza cywilizacji; wszędzie dogadasz się po angielsku, menu też czytelne.

Jedzenie: za obiad + mięso + surówki + frytki = 60-80 RpN, cola 10 RpN, obiad wegetariański 30 - 70 RpN, śniadanie do 50 RpN, lassi 16-18 RpN. Dziennie za nocleg + jedzenie wychodzi ok. 5 USD. Można wydać zarówno mniej, jak i więcej, ale bez szaleństw, czy też przymierania głodem - kwota 5 USD całkowicie wystarcza.

Zwracam uwagę na antykwariaty w Kathmandu, gdzie można kupić najnowsze wydania różnych przewodników ze wszytkich stron świata - często nawet o połowę taniej niż w księgarni. Tyle tylko, że są używane. Można też sprzedać lub wymienić przewodnik, który jest ci już niepotrzebny, na inny.

Kathmandu - Varanasi - Khajuraho

Przejazd z Kathmandu do Varanasi kosztuje 350 - 400 RpN (bilet kupowany w agencji) lub ok. 200 RpN (bilet u kierowcy w dniu odjazdu). Podobnie jak w Delhi - bilet w agencji kosztuje 580 RpN, a samodzielnie "kombinowany" jest prawie o połowę tańszy. Dobrze jest wyjechać autobusem nocnym (wyjazd z Kathmandu 19:00; na granicę przyjeżdza o 6:00 rano, o 8:00 można przekroczyć granicę i o 9:00 wyjechać autobusem, który do Varanasi przyjeżdża na 20:00), bo po pierwsze jeden nocleg w hotelu mniej, a po drugie (i to jest ważniejsze), na granicy jest masa komarów i o malarię po noclegu w takich warunkach nie trudno.

W Varanasi jest sporo hoteli przy dworcu; ceny w granicach 3 - 6,5 USD za pokój 3-osobowy /z łazienką/.

Z Varanasi pojechaliśmy najpierw pociągiem do Satny (wyjazd o 22.10, przyjazd następnego dnia o 6:00 rano, cena ok. 3,5 USD), a potem autobusem do Khajuraho (rano są dwa: 6:30 i 9:30, 0.9 USD, czas jazdy 4 godziny).

W Satnie dworzec autobusowy jest ok. 2-3 km od kolejowego, więc warto wynająć rikszę (cena kilka rupii), zwłaszcza jeżeli się chce zdążyć na pierwszy autobus. Z pewnością opadnie Cię kilku osobników proponujących wynajęcie jeepa argumentując, że autobusu dzisiaj nie ma, bo jest święto, zepsuł się, nie przyjechał, wysadzili go terroryści, nie jeździ od tygodnia (niepotrzebne skreślić).

 

Uwaga! Wszędzie, gdzie jedziesz autobusem (Chiny, Tybet, Nepal, Indie), twój plecak podróżuje na dachu. Czasem uda ci się go wepchnąć do luku bagażowego, czasem dach przykryją siatką, ale generalnie należy zawsze dopilnować samemu, żeby był dobrze przypięty do dachu. Przydaje się w tym celu zabezpieczenie do roweru, mała kłódka, lub po prostu przeplecenie ramion plecaka przez bagażnik. Dobrze jest też mieć plecak z wewnętrznym stelażem, bo łatwiej można nim manewrować.

W Khajuraho poza świątyniami, restauracjami, sklepami z pamiątkami i hotelami nie ma nic, więc każdy turysta jest serdecznie welcome (dwa biura informacji turystycznej) - aż za serdecznie. Nocujemy w Yoge Loge Hotel (3 USD za miły pokój trzyosobowy z łazienką), ale wszędzie ceny są podobne. Do wioski od stacji autobusowej jest 500 m, nie warto więc brać taksówki ani rikszy. Jeżeli ktoś chce zobaczyć wszystkie świątynie w okolicy, najtaniej wypadnie wypożyczenie roweru.

Khajuraho - Agra - Delhi

Z Khajuraho o 5:30 rano wyjechaliśmy autobusem do Jhansi (przyjazd o 10:00 rano, bilet ok. 1,5 USD), a stąd o 11:00 pociągiem do Agry (przyjazd o 16:00, bilet kosztuje ok. 2 USD). W Agrze niestety nie ma hotelu przy stacji i jest się skazanym na dość agresywnych rikszarzy. Należy podać, jaka cena pokoju cię interesuje i dać się powieźć. Tradycyjnie nocowaliśmy za 3 USD (trzyosobowy pokój z prysznicem).

Następnego dnia pojechaliśmy zwiedzać Taj Mahal. Można umówić się z rikszarzem na "komplet", tzn. zwiedzanie Taj Mahal + Red Fort + ewentualnie odwiezienie na dworzec.

Z Agry jedzie się do Delhi 3 godziny, a większość pociągów przyjeżdża na New Delhi Railway Station, który znajduje się w sąsiedztwie dzielnicy Paharganj. Na głównej ulicy Main Bazar jest masa hoteli - ceny bardzo różne. Za całkiem przyzwoity pokój trzyosobowy z prysznicem płaciliśmy 4 USD (Hotel Silver Palace). Lonely Planet poleca hotel Vivek, który ma tę zaletę, że ceny tam są stałe, wiec jak ktoś nie chce się targować, to miejsce jest dobre.

Delhi - Moskwa - Warszawa

Początkowo planowaliśmy wracać do Polski przez Pakistan, ale wskutek epidemii dżumy Pakistan zamknął granice. Dlatego polecieliśmy Aeroflotem do Moskwy, co nas kosztowało po 280 USD. W Moskwie z dworca Białoruskiego pojechaliśmy pociągiem do Brześcia (bilety w "kupe" po ok. 7 USD). W Brześciu po krótkiej walce w kasie kupiliśmy bilety do Terespola po 13 USD. Z Terespola już tylko skok do Warszawy!

The (Happy) End

P.S. Po trzech dniach pobytu w kraju, obejrzeniu jednego dziennika i przeczytaniu kilku gazet mam ochotę natychmiast wracać. Co mam nadzieję niebawem nastąpi...

W czasie dwóch miesięcy wydaliśmy ok. 1000 USD na osobę, licząc w tym takie ekstrawagancje jak: "kupe" do Ałmaty (80 USD), przejazd do Lhasy (150 USD), przelot do Moskwy (280 USD), mała tona kartek do przyjaciół i trochę szaleństw zakupowych.

Praktyczne informacje

Co zabrać?

Przede wszystkim jak najmniej. Ciężki plecak to katastrofa! Jeśli planujesz Indie - Nepal, to połowę rzeczy z tej listy wyrzuć. Jeśli Tybet, Ladakh (generalnie - góry lub z dala od znanych szlaków), to przemyśl, co ci będzie niezbędne. I to weź.

Ubranie

2 podkoszulki + 1 polar 100;

bluza z długim rękawem - polar 100 lub flanela;

kurtka polarowa (wytrzymałe i wygodne);

kurtka przeciwdeszczowa (ortalion, sympatex, gore-tex);

spodnie z długimi nogawkami i krótkie spodenki;

skarpety (1 b. ciepłe, 1 średnie, 2 cienkie);

bielizna (ortodoksi mówią o 3 sztukach, ale to chyba jednak za mało...).

Inne

buty do chodzenia po górach, błocie i zwykłej drodze;

klapki (niezbędne pod prysznic);

mały plecak (ewentualnie jeden na grupę);

ręcznik (jak się zużyje, nowy kosztuje grosze);

chusteczki nawilżające - w kurzu niezastąpione;

szampon, mydło, dezodorant (do kupienia w większych miejscowościach);

karimat, namiot, kuchenka (MSR lub Epigaz);

śpiwór - najlepiej puchowy lub ze sztucznego puchu;

latarka typu "czołówka";

apaszka (ew. szalik), czapka, rękawiczki.

Jedzenie (o ile planujesz góry lub tereny nieturystyczne)

buliony i zupy w proszku (dobre urozmaicenie kuchni miejscowej);

liofiliazaty (suszone warzywa) - zastosowanie jak wyżej;

konserwy - max. 2-3 jako tzw. "żelazna rezerwa";

kisiel zwany czule "glutem" ­ dodaje energii i sił;

tabletki do odkażania wody;

kaszka - przy zatruciach pokarmowych.

Apteczka

multiwitaminy / z żelazem/ i witamina C;

Polopiryna C;

lek przeciwgorączkowy;

leki przeciwbólowe;

lek przeciwbiegunkowe (a jakże!);

Oculosan do oczu - łagodzi podrażnienie kurzem, słońcem i wiatrem;

Panthenol (poparzenia, również słoneczne);

Rivanol, woda utleniona;

igły, strzykawki jednorazowe (na wypadek konieczności iniekcji po drodze);

bandaż elastyczny 1 x 15 cm, 1 x 10 cm;

bandaż zwykły 1 x 15 cm, 1 x 10 cm, plastry.

Lekarstw wystarczy wziąć po 1 opakowaniu, na wszystkie choroby i tak się nie uda zabezpieczyć! Powodzenia!


[Książki "Przez Świat"] | [Góra strony] | [Spis treści tomu I ]