3 tygodnie w Tajlandii i Kambodży (2010) – Tomasz Cukiernik

W dniach od 7 lutego do 1 marca 2010 roku z towarzyszką podróży odbyliśmy 3-tygodniową wyprawę do Tajlandii i Kambodży. Udało nam się kupić bardzo tani bilet Aeroflotu za 1670 zł. Koszt całej wyprawy to około 4500 zł na osobę.

Trasa

Warszawa – Moskwa – Bangkok – Damnoen Saduak – Kanchanaburi – rzeka Kwai – Bangkok – Poipet (granica) – Siem Reap – Angkor – jezioro i rzeka Tonle Sap – Phnom Penh – Poipet (granica) – Bangkok – Ayuthaya – Sukhothai – Chiang Mai – Park Narodowy Doi Inthanon – Chinag Mai – Bangkok – Prachuap – Krabi – Phi Phi Don – Phi Phi Leh – Phi Phi Don – Bangkok – Samut Prakan – Bangkok – Moskwa – Warszawa

7 lutego 2010

Lot samolotami Aeroflotu z Warszawy przez Moskwę do Bangkoku. Kosmiczne ceny na lotnisku Szerwmietiewo II w Moskwie, gdzie musieliśmy czekać 8 godzin. Lot na trasie Moskwa-Bangkok obsługiwany był przez samolot Airbus 320 i trwał 8 godzin i 40 minut. Alkohol na pokładzie tylko odpłatny.

8 lutego

O godz. 12.50 przylot do Bangkoku. Nowe lotnisko Suvarnabhumi jest gigantycznym i nowoczesnym portem lotniczym. Na lotnisku wymiana pieniędzy po kursie 100 USD = 4185 bathów. Taksówka public taxi z lotniska do Th Khao San (około 40 km) kosztowała 420 bathów (w tym 70 bathów opłat za autostradę). Hotel At home (117 Tanao Road) – pokój 2-osobowy z klimatyzacją i łazienką z ciepłą wodą za 530 bathów. Popołudniowy spacer po Khao San i zwiedzanie świątyni buddyjskiej na Th Tanao.

9 lutego

Całodniowe zwiedzanie świątyń buddyjskich:

- Wat In – wysoki Budda,

- Wat Samphaya – uśmiechnięty Budda,

- Wat Suthat, obok czerwona „huśtawka”,

- Wat Pho – leżący Budda – wstęp 50 bathów,

- Wat Arun nad rzeką Mae Nam – otwarte do godz. 17, z zewnętrz widać interesujące czedi, czyli tajską odmianę stupy.

Tuk tuk do trzech pierwszych świątyń kosztował tylko 40 bathów, ale musieliśmy zahaczyć o bardzo drogie państwowe biuro turystyczne TAT, gdzie spędziliśmy kilka minut, bo zorientowawszy się w cenach, nic nie kupiliśmy. Każdy z tuktukowców, który przywiezie turystów otrzymuje podobno w biurze TAT darmowe kupony na paliwo, dlatego tak mało bierze za transport. Przejazd innym tuk tukiem z Wat Pho do Wat Arun i dalej powrót na Khao San kosztował 260 bathów (stargowałem z ceny wywoławczej 500 bathów).

Biuro turystyczne w naszym hotelu było dość drogie, więc wieczorem skorzystaliśmy z biura Mama Ravel 3 na Khao San Rd, gdzie wykupiliśmy całodniową wycieczkę na dzień następny za 500 bathów. Cena obejmowała: transport busem około 300-400 km, pływający targ Damnoen Saduak, płynięcie łodzią, lunch, most na rzece Kwai oraz świątynia tygrysów.

10 lutego

O godz. 7 wyjazd na wycieczkę 10-osobowym busem.

- Damnoen Saduak – kolorowy targ na wodzie, do którego dotarliśmy łódką, zwiedzanie z łódki, a potem pieszo. Świeży kokos z łódki – 20 bathów, suszone banany – 20 bathów

- Most kolejowy na rzece Kwai – mało interesująca atrakcja. Obok mostu muzeum za 40 bathów, ale nie było na to czasu. Sok wyciskany z guavy – 25 bathów.

- Świątynia tygrysów – wstęp 500 bathów. Każdy turysta po kolei z podchodzi pracownikiem do kilku kolejnych tygrysów, które uwiązane są na łańcuchach. Można je pogłaskać. Druga osoba obsługi aparatem turysty robi zdjęcia. Poza tygrysami znajduje się tam mini zoo ze zwierzętami chodzącymi luzem: wielbłądy, sarny, jelenie, woły, kury, krowy, pawie.

Powrót do Bangkoku ok. godz. 19. Odbiór paszportów w hotelowym biurze, gdzie zamówiliśmy 2 dni wcześniej wizę kambodżańską. Koszt 1000 bathów od osoby. Im dłużej czeka się na wizę, tym jest ona tańsza. Wykupienie autobusu do Siep Reap w Kambodży w biurze Mama Travel – 400 bathów.

11 lutego

Przejazd busem na trasie Bangkok – Poipet (granica) – Siem Reap. Wyjazd spod hotelu o godz. 7 i zbieranie turystów z innych hoteli. W rezultacie wyjazd z Bangkoku około godz. 9. Po drodze postoje na stacjach benzynowych. Do granicy w Poipet dojechaliśmy ok. godz. 12.30. Wypełnianie deklaracji na parkingu przed granicą. Można tu kupić wizę kambodżańską za 1200 bathów. Otrzymaliśmy kolorową nalepkę, abyśmy się nie zgubili i dalej pieszo przez granicę poprowadził nas młody chłopak. Kolejka do stempla tajlandzkiego, przejście na stronę kambodżańską, oddanie deklaracji o świńskiej grypie i kolejka do stempla kambodżańskiego. Przejazd autobusem ok. 3 km do dworca w Poipet – szybko rozwijające się miasto kasyn. Czekamy na resztę grupy, która załatwiała wizy i dlatego wszystko im szło dłużej. Obiad na dworcu: smażone mięso z jajkiem – 8000 riali, coca cola 2 l – 7000 riali. Za wszystko można płacić w dolarach. Ok. godz. 15 wyjazd autobusem w kierunku Siem Reap. Po drodze 2 postoje. Dojazd do hotelu Winter Guest House ok. godz. 19. Pokój 2-osobowy z klimatyzacją i łazienką 8 USD (bez klimatyzacji 4 USD).

12 lutego

Pobudka o godz. 4.45. O godz. 5.15 przejazd tuk tukiem do Angor Wat na wschód słońca. Tuk tuk na cały dzień kosztował 20 USD. Wstęp do Angkoru – 20 USD/os. Zwiedzanie Angor Wat – największy i najlepiej zachowany kompleks, Ta Prom – świątynia zarośnięta dżunglą, Ta Keo, Pean Thmor, Chau Say Tevoda, Thommanon, Bayon – świątynia z twarzami i reliefami, zachód słońca przy świątyni Phnom Bakheng. Na terenie Angkoru są bary, gdzie można zamówić posiłki, a także można kupić pamiątki czy owoce. Spotkaliśmy również zespół grający kambodżańską muzykę weselną, którego muzycy pozbawieni byli różnych kończyn w wyniku wybuchów min. Powrót do hotelu i kupno biletów na statek do Phnom Penh na dzień następny – 35 USD/os. Następnie wieczór kambodżański w jednej z restauracji – 12 USD/os.

13 lutego

Wyjazd o godz. 6.30 spod hotelu. Godzinna jazda do przystani, bo kierowca zbierał turystów z różnych hoteli. Wymusili ode mnie 1000 riali za przeniesienie bagażu na statek. Na statku bardzo duszno, dlatego większość osób wyszła na dach. Przepływaliśmy obok wioski Chong Kneas. Najpierw płynęliśmy jeziorem Tonle Sap, a potem rzeką o tej samej nazwie. Ok. godz. 13.30, po 6 godzinach rejsu, dopłynęliśmy do Phnom Penh. Przejazd za 1 USD motorikszą do hotelu Angor International, gdzie doba kosztowała 15 USD za pokój 2-osobowy z klimatyzacją, łazienką, TV i lodówką.

Zwiedzenie targu, gdzie w upale kisiło się mięso. Na ulicach walały się tony śmieci, w których urzędowały bezpańskie psy. Wstęp do Muzeum Narodowego kosztuje 3 USD. Wieczorem odpoczynek nad brzegiem rzeki Tonle Sap.

14 lutego

Wykupienie biletu na autobus do Bangkoku – 25 USD.

Tuk tuk na cały dzień kosztował 15 USD. Całodniowe zwiedzanie Phnom Penh:

- Pola Śmierci Choeung Ek na przedmieściach stolicy, gdzie komuniści Pol Pota mordowali inteligencję i opozycję – wstęp 2 USD,

- Muzeum Tuol Sleng – dawne więzienie za rządów Czerwonych Khmerów – wstęp 2 USD,

- kambodżański parlament,

- Pałac Królewski – wstęp 6,25 USD, w tym pagoda ze srebrną podłogą,

- świątynia buddyjska Wat Ounalom – nic szczególnego.15 lutego

Przejazd autobusem na trasie Phnom Penh – Poipet (granica) – Bangkok. O godz. 6 dojazd z hotelu na dworzec i wyjazd autobusu o godz. 6.30. Do Bangkoku dojechaliśmy wieczorem, gdzie zakwaterowaliśmy się w hotelu New Central Guest House – 500 bathów za 2-osobowy pokój z klimatyzacją i łazienką. Przechowalnia bagażu w hotelu – 5 bathów za dzień.

16 lutego

Zwiedzanie Bangkoku:

- przejazd tuk tukiem do Grand Palace – 50 bathów,

- zwiedzanie Grand Palace – 350 bathów. W pałacu królewskim m.in. Wat Phra Kaew – świątynia ze szmaragdowym Buddą, muzeum monet i regaliów królewskich. Przed świątyniami trzeba zdejmować buty i czapki, ale za to mieć należy długi rękaw,

- w cenie biletu do Grand Palace było także zwiedzanie Anauta Samakhom Throne Hall, co samo kosztuje 150 bathów – tam m.in. muzeum słoni i inne budowle z przełomu XIX i XX w.; ładny park,

- przejazd tuk tukiem na trasie Grand Palace – Anauta Samakhom Throne Hall – Khao San – 300 bathów.

W agencjach turystycznych nie sprzedają biletów na pociągi ani nie znają rozkładu jazdy. Tuk tuk na dworzec kolejowy Hualamphong – 100 bathów. Dworzec i perony bardzo dobrze opisane, schludne i dość czyste. Nie zdążyliśmy na pociąg do Ayuthaya na godz. 17.25 (bez problemu kupuje się bilet na dworcu), więc pojechaliśmy kolejnym o godz. 18.10. Bilet na pociąg 3 klasy kosztował 15 bathów (jak mi facet w okienku powiedział, to myślałem, że się przesłyszałem). Godzina i 50 minut jazdy. W Ayuthaya już po ciemku przepłynięcie rzeki promem za 5 bathów. Okazało się, że w Ayuthaya świętują Chiński Nowy Rok i jest wielka impreza na ulicach, a w hotelach brakuje miejsc. W końcu znaleźliśmy 7-osobowy pokój z klimatyzacją, łazienką  (brak ciepłej wody, która z uwagi na upał właściwie i tak nie była potrzebna) i TV za 500 bathów w Ayuthaya Guest House. Na ulicach słonie cyrkowe, duża scena, koncerty, stoiska z dziwnym jedzeniem. Po zjedzeniu specjałów poszliśmy do knajpki, w której przy zielonej herbacie można było posłuchać muzyki na żywo.

17 lutego

Załatwiliśmy w naszym hotelu bilet na autobus do Sukhothai – 400 bathów, w cenie tuk tuk na dworzec. W rzeczywistości bilet kosztował 255 bathów.

Można było wynająć rower w cenie 30 bathów bez przerzutek lub 40 bathów z przerzutkami. Zwiedzanie Ayuthaya spacerkiem:

- Wat Rotburama – 50 bathów,

- Wat Phra Mahathat – 50 bathów,

- Wat Thammikarat,

- Wat Phra Si Sanphet – 50 bathów,

- Ancient Royal Palace z Buddą.

Bilet całodniowy na wszystkie świątynie w Ayuthaya kosztuje 220 bathów.

O godz. 14.30 tuk tuk na dworzec autobusowy i o godz. 15.20 odjazd do Sukhothai. Toaleta 3 bathy. Ok. godz. 21.10 dojechaliśmy do Sukhothai. Tuk tuk z dworca do hotelu  TR Guest House – 50 bathów. Pokój z wiatrakiem i łazienką 250 bathów.

18 lutego

Zwiedzanie świątyń starego Sukhothai rikszą motorową z rikszarzem o imieniu Dodo (600 bathów za rikszę + 100 bathów za wstęp):

- Wat Chang Lom,

- Wat Mahathat,

- Way Si Sawai,

- Wat Tza Phang Ngoen,

- Wat Sa Si,

- Wat Sorasak – rzeźby słoni,

- Wat Phra Phai Luang – Budda,

- Wat Si Chum.

Za dwie ostatnie świątynie dodatkowa opłata 100 bathów, ale nasz rikszarz tak wjechał, że nie płaciliśmy nic. W cenie wycieczki Dodo zawiózł nas na dworzec autobusowy. Bilet do Chiang Mai (5,5 godziny jazdy) – 218 bathów.

Dojechaliśmy do Chiang Mai ok. godz. 20.45.Motoriksza do hotelu Chiangmai Inn Guesthouse – 80 bathów. Pokój 2-osobowy z łazienką i wiatrakiem – 200 bathów. W naszym hotelu, jak w większości w Tajlandii, można było załatwić różne wycieczki i transport, jednak były one kilkukrotnie droższe niż te same wycieczki kupione w biurze na mieście. Najlepsze biuro turystyczne w Chiang Mai to Chiang Mai Boom Travel. Kupiliśmy tam całodniową wycieczkę do Parku Narodowego Doi Inthanon za 700 bathów. Mieli także zniżkowe bilety na tajski boks (300 bathów zamiast 400 bathów).

19 lutego

Całodniowa wycieczka busem z przewodnikiem do Parku Narodowego Doi Inthanon:

- wodospad Wachiratan,

- wioska plemion górskich Dobhad, gdzie m.in. rośnie kawa,

- wodospad Siriphum,

- 2 świątynie buddyjskie ku czci króla i jej małżonki z ogrodami,

- przejazd na szczyt najwyższej góry w Tajlandii Doi Inthanon – 2565 m n.p.m.

W cenie wycieczki były przejazdy busem, przewodniczka, bilet do parku, który kosztuje 200 bathów, bilet do świątyń (40 bathów), lunch bez napojów.

Po powrocie do Chiang Mai ok. godz. 17.30  kolacja i wymiana pieniędzy 100 euro = 4401 bathów. Następnie przejazd tuk tukiem (60-80 bathów) na tajski boks – Kawila Boxing Stadium.

20 lutego

Wycieczka autem właściciela biura Boom Travel – 150 bathów/os.:

- szkoła małp – wstęp 200 bathów,

- farma węży – wstęp 200 bathów,

- farma tygrysów – 320 bathów za wstęp do dużych i 520 bathów – do małych.

Popołudniu zwiedziliśmy jeszcze Wat Chiang Man – najstarszą świątynię w Chiang Mai. Potem wieczór tajski – 300 bathów: kolacja wielodaniowa, tańce tajskie, pokazy z mieczami, tańce plemion górskich.

21 lutego

Całodniowa wycieczka za 850 bathów:

- farma orchidei i motyli,

- pokazy cyrkowe słoni, w tym malowanie obrazów trąbą,

- godzinny przejazd na słoniu przez teren i rzekę,

- przejazd wozem ciągniętym przez woły do wioski plenienia Lisu,

- spływ rzeką Mae Tang tratwą bambusową,

- wodospad,

- wioska plemiona Karenów, którego kobiety mają długie szyje.

Przejazd na stację kolejową. Bilet na nocny pociąg do Bangkoku kosztował 821 bathów, choć autobus kosztował 280 bathów. Pociąg odjechał o godz. 17.55. Wagon sypialny z klimatyzacją. Kolacja w pociągu za 130 bathów.

22 lutego

Przyjazd pociągiem do Bangkoku ok. godz. 8 (około godzinne opóźnienie). Bilet na pociąg do Hua Hin o godz. 9.20 (ponad 4 godziny jazdy) kosztował 44 bathy. W Hua Hin przejazd taksówką na dworzec autobusowy – 140 bathów. Czekaliśmy ponad godzinę na autobus, którym za 70 bathów przejechaliśmy do Prachuap (1,5 godziny). W Prachuap hotel Yuttichai, w którym 2-osobowy pokój z łazienką z zimną wodą i wiatrakiem kosztował 300 bathów. Spacer brzegiem Zatoki Tajlandzkiej przy zachodzie słońca, potem molo. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na kolację w parafii katolickiej przez brata Honorata Ćwikłę, bernardyna, który pracuje jako misjonarz w Tajlandii. W parafii pracuje też drugi ksiądz – franciszkanin z Indii i wychowywani na zakonników młodzi chłopcy z północy Tajlandii.

23 lutego

O godz. 6.30 msza w kościele, którą odprawiał franciszkanin. Potem brat Honorat zaprosił nas na śniadanie, a następnie pojechaliśmy z nim samochodem terenowym do wioski rybackiej Ao Noi – ok. 5 km. Tam towarzyszka podróży wykupiła sobie masaż tajski za 150 bathów. W drodze powrotnej odwiedziliśmy szkołę katolicką. Popołudniu trekking na górę w zatoce, skąd rozpościerały się niesamowite widoki na morze, wysepki, Prachuap, zatokę i lotniczą bazę wojskową. Na szczycie góry znajduje się buddyjska kapliczka. Po zejściu na dole można było się pobawić z mieszkającą na drzewach rodziną gibbonów. Przeszliśmy wzdłuż plaży przez jednostkę wojskową do pomnika delfinów, gdzie obok na szerokiej piaszczystej plaży w piłkę grali przyszli zakonnicy i brat Honorat. Popływaliśmy w ciepłym morzu, a następnie brat po raz kolejny zaprosił nas na parafię, gdzie gawędząc przy tajskim piwku, czekaliśmy na nasz autobus do Krabi. Autokar do Krabi, który kosztował 592 bathy, przyjechał o godz. 0.10.

24 lutego

Ok. godz. 7.30 dojechaliśmy w Krabi. Przejazd taksówką do portu  (ok. 5 km) na statek na wyspę Phi Phi Don – w cenie biletu na statek, który kosztował 500 bathów. Na Phi Phi Don dopłynęliśmy ok. godz. 10.30. Pokój z łazienką i wiatrakiem, bez ciepłej wody w hotelu RS Guest House za 700 bathów + 200 bathów depozyt za kluczyk. Najdroższy i jednocześnie najgorszy hotel na całej trasie. Wyruszyliśmy na plażę pływać w gorącym Morzu Andamańskim. Straszy upał.

25 lutego

Ranne przejście na Viewpoint 1 – najwyższy punkt na wyspie na wysokości 186 m n.p.m. Dalej przejście w dół przez las na drugą stronę wyspy do plaży Rantee. Odpoczynek cały dzień na plaży i w knajpkach przy morzu. Pływanie w morzu, nurkowanie z rurką (wypożyczenie maski z rurką 50 bathów za dzień), leżenie w hamaku. Późnym popołudniem powrót przez Viewpoint 3 do Viewpoint 1, gdzie schodząc, pogoniły nas dzikie małpy.

26 lutego

Piesza wycieczka do Tsunami Village – wioska, która została wybudowana po zniszczeniach spowodowanych tsunami w 2004 roku. Po drodze był meczet. Doszliśmy do budowanego wielkiego zbiornika na wodę, skąd były ładne widoki na morze i pobliskie wyspy.

27 lutego

Rano wymeldowaliśmy się z hotelu, gdzie za darmo pozwolono nam zostawić plecaki i o godz. 9.30 wyruszyliśmy na półdniową wycieczkę łódką wokół wyspy Phi Phi Leh, którą wykupiliśmy dnia poprzedniego, za 450 bathów:

- zatoka Peleh – nurkowanie z rurką,

- zatoka Loh Samah – nurkowanie w rurką,

- zatoka Maya – plaża, miejsce, gdzie kręcony był film „The Beach”,

- zatoka Małp – już na Phi Phi Don.

Wyspa Phi Phi Leh jest niezamieszkała. Do Morza Andamańskiego schodzą wielkie klifowe skały, gdzieniegdzie w zatokach są piękne piaszczyste plaże. Można także iść do jaskiń.

O godz. 15.30 wypłynęliśmy promem do Krabi (bilet na Phi Phi Don można było kupić za 250 bathów), gdzie dopłynęliśmy ok. godz. 17.20. Szybki transfer surongtaongiem na dworzec, gdzie czekał już na nas dwupokładowy autokar do Bangkoku.

28 lutego

Ok. godz. 5.20 dojechaliśmy do Bangkoku w okolice Khao San. Pokój bez łazienki z wiatrakiem w hotelu At home – 350 bathów. Autobusem miejskim nr 511 pojechaliśmy do najwyższego wieżowca Tajlandii – 14 bathów. Wysokościowiec Baiyoke w dzielnicy Pratunam ma 309 m i 84 piętra, został wybudowany w 1997 roku. Na 77 piętrze są widoki i info o wieżowcu. Na 84 piętrze na zewnątrz znajduje się obrotowa podłoga 360° zabezpieczona kratą. Na 83 piętrze jest Skybar. W cenie biletu na piętra widokowe (200 bathów) był napój w Skybarze.

Następnie wzięliśmy tuk tuka do farmy krokodyli w miejscowości Samut Prakan pod Bangkokiem – z odwiezieniem na Khao San – 900 bathów. W tamtą stronę ponad godzinę jazdy w upale i korkach. Wstęp do farmy krokodyli i zoo oraz muzeum dinozaurów – 300 bathów. Na farmie hoduje się ponad 10 tys. krokodyli. Byliśmy na pokazie z krokodylami, podczas którego faceci wkładali głowę do ich paszczy. Były tam też inne zwierzęta. Można było sobie zrobić zdjęcia za 100-200 bathów z małpą, małym tygrysem czy niedźwiadkiem.

Po powrocie z farmy zamiana pokoju na pokój z klimatyzacją i łazienką (530 bathów). Wieczorem zakupy pamiątek na Khao San i nieudany wyjazd tuk tukiem do dzielnicy rozpusty Patpong (150 bathów w każdą stronę).

1 marca

Taksówka na lotnisko – 400 bathów. Owinięcie plecaka w folię na lotnisku – 120 bathów. Nie było podatku wylotowego. Wylot ok. godz. 10.30. Powrót samolotami Aeroflotu przez Moskwę do Warszawy.

Informacje praktyczne

Nieobowiązkowe szczepienia: żółta febra, żółtaczka A i B, dur brzuszny, błonica, tężec. W Kambodży na malarię braliśmy zapobiegawczo malarone.

Zarówno Tajlandia, jak i Kambodża są krajami bardzo bezpiecznymi, szczególnie Tajlandia jest wyjątkowo przyjazna dla podróżujących. W Kambodży pozostaje nie do końca rozwiązany problem min.

Nie ma problemów z wymianą pieniędzy. Zarówno dolary, jak i euro można wymienić w licznych kantorach. W Kambodży wszędzie kurs jest ten sam – 1 USA = 4000 riali, ale lepiej nie wymieniać dolarów i wszędzie nimi płacić. Jeśli reszta do wydania jest mniejsza niż 1 USD, to wydawana jest w rialach. W Tajlandii wymiana 100 USD = 4185 bathów, 100 euro = 4400 bathów.

W lutegom temperatura w dzień osiągała wysokość ok. 30-35 st. Nie było opadów.

Różnica czasu z Polską wynosi 6 godzin, które należy dodać.

Zarówno w Tajlandii, jak i w Kambodży nie ma problemu z kafejkami internetowymi. W Tajlandii 1 h – 60 bathów. W Kambodży 1 h – 1 USD.
Wszędzie w Tajlandii i Kambodży, gdzie byliśmy, działały telefony komórkowe (Plus).

Noclegi w Tajlandii najdroższe są na wyspach (11-15 USD), w Bangkoku taniej – ok. 8 USD za osobę w 2-osobowym pokoju z klimatyzacją, a na prowincji bez klimatyzacji to wydatek rzędu 3 USD. W Kambodży jest jeszcze taniej.

Najpopularniejsze danie obiadowe w Tajlandii, jakie jedliśmy, to kluski z kurczakiem i warzywami, co w zależności od klasy restauracji kosztowało od 25 bathów do 80 bathów. Na śniadanie jedliśmy naleśniki z bananem i dżemem albo jajecznicę, co kosztowało ok. 40 bathów. Woda mineralna 1,5 l – ok. 20 bathów. Bardzo drogie piwo w knajpce – często droższe niż cały obiad. W Kambodży śniadanie ok. 2-3 USD, a obiad ok. 5 USD. Woda mineralna 1,5 l – 2000 riali.

Zarówno w Tajlandii, jak i w Kambodży w miejscach turystycznych bez problemu można porozumieć się w języku angielskim.

www.tomaszcukiernik.pl


  • Witaj w świecie globtroterów!

    Drogi internauto, niezależnie czy jesteś uroczą przedstawicielką       piękniejszej połowy świata czy też członkiem tej brzydszej. Wędrując   z  nami, podróżowanie przestanie być dla Ciebie…

    czytaj dalej

  • Jak polscy globtroterzy odkrywali świat?

    Historia „polskiego” poznawania świata zaczyna się całkiem efektownie. Pierwszy – jeżeli można go tak nazwać – polski globtroter był jednym z głównych uczestników…Zobacz stronę

    czytaj dalej

  • Relacje z podróży

    • button_watch
    • button_add

Dołącz do nas na Facebook'u